środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 24

-Kurwa Harry mówiłeś ,że to było niechcący !!- wydarłam się na chłopaka , gdy już całą grupą byliśmy u mnie w domu.
-No bo było...
-Nie da się "niechcący" kogoś zabić!
-Mówiliśmy Wam przecież ,że byliśmy pijani - powiedział Louis chcąc mnie uspokoić. No ale jak mam się uspokoić jak mój chłopak i moi przyjaciele właśnie kogoś zabili?! Jeszcze usprawiedliwiał ich wszystkich tym ,że się upili! Ughhh...Opadłam ciężko na krzesełko. Nie mam zamiaru siedzieć na kolanach mordercy. Sam fakt, że siedzą w moim domu trochę mnie przeraża, chociaż jestem pewna ,że nie zrobiliby mi krzywdy. Ani mnie , ani Liz ... mam nadzieję. Blondynka siedziała na kolanach Lou ,ale widać po niej było,że nie jest tego do końca pewna. Siedzieliśmy w bardzo krępującej ciszy. Znowu się ich trochę bałam. Tak jak na początku. To jest jakieś chore! Wstałam z krzesła,ale  zbyt szybko bo spadło na podłogę z wielkim hukiem zwracając na mnie uwagę wszystkich. Przymknęłam oczy wymyślając szybko w głowie jakąś wymówkę,ale w głowie miałam kompletną pustkę. Mam.Idiotyczną ale zawsze jakąś.
-Chcecie herbaty? -ja nie mogę ale mi głos drżał.
-Tak -wszyscy zgodnie mi odpowiedzieli .Pokiwałam głową i ruszyłam w stronę kuchni.
-Pomogę Ci -usłyszałam głos Liz i zaraz dziewczyna znalazła się obok mnie . Wykonywałyśmy wszystkie ruchy jak roboty . Kubki. Saszetki z herbatą. Cukier.Cytryna. Teraz tylko zaczekać aż woda się zagotuje. Patrzyłyśmy na siebie w ciszy.No może nie w ciszy, bo czajnik obok nas dawał o sobie znać,ale nic nie mówiłyśmy.Obydwie byłyśmy strasznie zmieszane.
-No i??- Liz opacznie spróbowała zacząć rozmowę.
-Co no i ??
-No wiesz... co o tym wszystkim myślisz ? 
-Szczerze to kompletnie nie wiem co o tym wszystkim sądzić 
-Mhmmm 
 -A ty ?
 -To wszystko jest jakieś pojebane... 
Czajnik się wyłączył więc wypadałoby zalać herbatę i wrócić do chłopaków.Z pozoru niby łatwe a jednak w środku mnie odgrywała się jakaś walka pomiędzy tym czy tam iść czy mam uciec. Widać nie miałam zbytnio wyboru bo chłopaki przyszli do kuchni. Na szczęście Liz już zdążyła zrobić herbatę. I znowu ta niezręczna cisza... ughh. W głowie miałam pustkę a zarazem kłębiły mi się w niej tysiące myśli. 
-Boicie się nas? - zapytał łagodnie Niall. On był najmniej podejrzaną osobą o zabójstwo. Był taki uroczy , te jego blond włosy .. a jednak zabił. Patrzyłam na nich nie wiedząc za bardzo co mam odpowiedzieć. Lekko pokiwałyśmy głowami. Harry wypuścił z siebie głośno powietrze i rzucił kubkiem pełnym herbaty o ścianę jakiś metr ode mnie.Co to miało kurwa znaczyć?! Naczynie roztrzaskało się na kawałki, a jego zawartość lała się strumieniami po ścianie. W oczach miałam łzy.Jak Niall zapytał to właściwie nie byłam pewna co do odpowiedzi teraz jestem. Czy się ich boję ? Tak, boję się. Harry właśnie mi to uświadomił.Wszyscy się na niego patrzyliśmy,ale zwracał uwagę tylko na mnie. Gdy pojawiły mi się szklanki w oczach , jego mina stała się bardziej łagodna. Zaczął do mnie podchodzić. Pokręciłam głową, mój oddech stał się nierówny i płytki. Uciekłam od nich, po drodze kalecząc sobie stopy rozbitym szkłem. Zachowałam się jak dziecko, któremu odmówiono deseru. Zatrzasnęłam drzwi ,ale nie zamknęłam ich na klucz. Podeszłam do parapetu i na nim usiadłam. Nie mogłam opanować łez. Usłyszałam ,że drzwi do mojego pokoju się otwierają. Jednak nie zobaczyłam tego kogo chciałam zobaczyć. Miałam nadzieję ,że to będzie Liz tymczasem w drzwiach stał Harry.
-Ja.. przepraszam...
-Za co ?! Za to, że zabiłeś człowieka czy ,że rzuciłeś  we mnie kubkiem ?? - zapytałam z sarkazmem ,ale też nieźle wkurzona.
-Nie takim tonem ! - a gdzie podział się miły Harry który przed chwilą  mnie przepraszał? 
-A jakim tatooo ? - odpyskowałam mu i zrobiłam minę zbitego psa. Zaraz tego pożałowałam bo doskoczył do mnie w jednej chwili i złapał za nadgarstki tak mocno ,że sprawiał mi ból. Wielka gula utknęła mi w gardle. Gdzie jest mój kochany Harry sprzed kilku miesięcy? Co się z nim stało?
-Harry , puść to boli... -wyjąkałam. Cała zieleń jego oczu w których tak się zatracałam zniknęła. Po prostu zniknęła. Zastąpiła ją nieprzenikniona ciemność. Jego oczy stały się czarne.. takie nieobecne. 
-Ma boleć - wycedził przez zęby i uśmiechnął się głupkowato.Ścisnął moje nadgarstki jeszcze mocniej i lekko wykręcił. Skrzywiłam się z bólu.
-Harry kurwa co ty robisz?! - do mojego pokoju wpadł Louis. Uścisk na moich nadgarstkach lekko zelżył by po chwili w ogóle zniknąć. Harry wyszedł z pokoju. Po chwili usłyszałam głośny huk drzwi wejściowych.Wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Popatrzyłam na moje ręce. Były całe zaczerwienione a w niektórych miejscach już pojawiły się siniaki.
-Nic Ci nie jest? - zapytał Lou i zaczął do mnie podchodzić. Automatycznie zrobiłam kilka kroków w tył ,aż dotknęłam plecami ściany. Chłopak chyba zrozumiał ten gest , bo uśmiechnął się do mnie lekko, ale smutno i wyszedł. Osunęłam się po ścianie a niekontrolowane łzy zaczęły lecieć  mi po policzkach. Nie mogłam się uspokoić. Kto to był ? Bo na pewno nie ten Harry którego znam a raczej znałam.

*Następny dzień*

Chodziłam po domu jak trup. Wczorajszej nocy spałam tylko może niecałe 2 godziny. Liz z chłopakami wyszli po całym tym zajściu zostawiając mnie samej sobie. Zaparzałam sobie właśnie herbaty jak ktoś zadzwonił do mnie do drzwi. Podeszłam z wielkim bólem i je otworzyłam. Stali tam Liz, Niall, Louis i Liam. A gdzie Zayn i Harry? Blondynka od razu rzuciła mi się na szyje. Zaczęłam szybciej mrugać ,żeby się nie rozpłakać i nie rozmazać sobie makijażu. Pobiegłam do mojego pokoju , wzięłam torebkę i pojechaliśmy do szkoły. W budzie byłam taka nijaka. Nie odzywałam się, nic nie zjadłam i dostałam dwie 1 z odpowiedzi. Zajebisty dzień. Jeszcze tylko 2 lekcje i do domu.. wytrzymam. Chyba.
-Nasza księżniczka dzisiaj nie w humorku? 
-Spieprzaj Lexi - odburknęłam.
-A jak nie to co mi zrobisz?- ale ona mi działa na nerwy. Zaraz jej przywalę.
-Daj spokój co? 
-Hahhaha teraz mnie prosisz a gdzie się podziało "spieprzaj" co? - na serio chce kontynuować .. jej wina. Przywaliłam w jej tą twarzyczkę schowaną za kilogramem tapety. 
-Och. Jesteś u dyrektorki- powiedziała trzymając się za policzek.
-Ojej boje się- dziewczyna zaczęła iść w stronę gabinetu dyrektorki- pozdrów ją.
Przez kolejne 20minut stałam przed grubą kobietą z farbowanymi włosami i słuchałam jak ja to się zmieniłam przez ostatnie kilka miesięcy.
-Mhm fajnie. Coś jeszcze ?- powiedziałam wrednym tonem z niecierpliwością czekając aż powie ,że daje mi minusowe punkty i mogę już iść.
-Nie takim tonem - co ona właśnie powiedziała?? "Nie takim tonem"? Puściły mi nerwy, ale nie tak jakbym chciała. Wolałabym już rozjebać biurko ale nie ja musiałam się rozryczeć.Popłakałam się i wyszłam z gabinetu dyrektorki zatrzaskując za sobą drzwi. Czekali już na mnie wszyscy. Przepchnęłam się między nimi. Zanim odeszłam poczułam już dobrze mi znany zapach. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego. Pod wpływem impulsu podeszłam do niego.
-Annabell ..ja .. -zaczął , jego głos , jego zapach. Boże dziewczyno ogarnij się. Dałam mu z liścia w twarz. 
-Nie tłumacz się -wycedziłam przez zęby i odeszłam.
Podążałam już bardzo dobrze mi znaną ścieżką do mojego domu. Przed domem zobaczyłam niebieski samochód ? Kogo ? Podeszłam do drzwi. Otwarte. Uhuuhuhuu fajnie niech się jeszcze okaże ,że to Jake to już będę miała kompletnie spieprzony dzień. Weszłam do domu. Na pierwszy rzut oka nikogo w nim nie było. Obeszłam wszystkie dolne pokoje: łazienkę, salon , kuchnie.. nic. Poszłam na górę. Mój pokój- nic, łazienka - też pusto. Pokój rodziców.
-Co wy robicie? - zapytałam widząc rodziców ,którzy pakowali walizki.
-Musimy wyjechać...
-Musicie? Na ile?
-Nie , my musimy. MY. Wszyscy. Na kilka miesięcy może lat 
-Że co kurwa?!
-Jak ty się do matki odzywasz? 
- Ughh.. po co? -właściwie to by mi nawet pasowało uciec z tego miejsca dopóki chłopaki nie wróciliby z powrotem do swoich domów.
-Musimy się przenieść po prostu. Mamy tam firmę , która już sobie nie radzi..
-Czyli gdzie dokładnie? 
-Irlandia ,wolisz jechać z nami czy zostać tutaj?
-A mam wybór? 
-Tak ,dlatego właśnie się Ciebie pytamy.
-Nie wiem..  Kiedy mamy wyjechać? 
-Najpóźniej jutro rano, więc się szybko zastanawiaj i oddaj nam odpowiedź przed 18. Zgoda? 
-Taaaa zgoda - wyszłam z pokoju rodziców i skierowałam się w stronę mojego. Nie wiem co mam zrobić. Właściwie mieszkam tu od 2 lat ale prawie zginęłam w wypadku, byłam prześladowana przez Jake i Harry ... nic tu dobrego się nie wydarzyło. Jedynym wyjątkiem jest Liz. Czy dałabym radę ją zostawić i wyjechać? Czy byłabym w stanie znowu się przeprowadzić?

-----------------------------------------------------
Jak myślicie czy Ana wyjedzie ?? ;DD
A właśnie jak podoba się wam nowy wygląd
bloga ??
Następny rozdział 8 grudnia koty<333 

5 komentarzy: