sobota, 21 grudnia 2013
Rozdział 26
Wcisnęłam w uszy słuchawki i odpłynęłam do swojego świata. Znowu pojawiły mi się przed oczami obrazy Nicki i Jake'a. Potem w swojej głowie zobaczyłam wkurwionego Harrego , który cieszył się z mojego bólu. I nagle zobaczyłam tą Sydney. Eee właściwie to kim ona w ogóle jest? Rodzice pewnie ją znają ,dlatego ją zatrudnili.Była strasznie ciekawska i chyba otwarta na nowe znajomości. Popatrzyłam w stronę dziewczyny , rozmawiała z jakąś grupką ludzi. Dowiedziałam się ,że ma 23 lata jej ulubiony kolor to czerwony i uwielbia jeździć konno. Po pewnym czasie wysiadaliśmy z samolotu. Światło słoneczne odbite przez śnieg poraziło mnie w oczy. Auć. Zakryłam oczy ręką i rozejrzałam się. Lotnisko jak lotnisko ,ale z drugiej strony duże pola którego wyglądały niesamowicie pod tym śniegiem.
*******************************************************************
Mój nowy pokój był ogromny. Zresztą jak cała reszta domku , który kupili rodzice. Miał niebieskie ściany z wygrawerowanymi złotymi napisami i obrazkami. Fajnie to wyglądało jakby się tutaj ktoś podpisywał. Łóżko było tak samo duże jak w moim pokoju w Anglii. Najfajniejsze w tym wszystkim było to ,że miałam w swoim pokoju balkon. Nie sorry, to był bardziej taras. Cały domek na zewnątrz był drewniany . Właściwie w niektórych pomieszczeniach też. Mi akurat przypadło jeden z przerobionych pokoi. Zaczęłam wypakowywać rzeczy z torby i natknęłam się na czarną sukienkę. Hmm... trzeba by było się wybrać do jakiegoś klubu. Mieszkamy jakiś kilometr od Dublina więc będzie łatwo.
-Puk puk, jak tam po podróży ?- zapytała mama z niemałym podekscytowaniem. A przecież byliśmy już w kilku miejscach.
-Spoko tylko zmęczona jestem- uśmiechnęłam się do niej lekko. Ona oddała mi uśmiech i wsunęła się do pokoju trzymając coś w ręce.
-Masz to twój uniformik kochanie a teraz kładź się spać musisz odpocząć przed jutrem- puściła mi "oczko" i wyszła. Ile ja mam lat ,że tak do mnie mówi ...dobra nie ważne.Otworzyłam pokrowiec i moim oczom ukazała się biała bluzka i czarna spódnica.. klasycznie. Nie lubię czegoś takiego.
*Tydzień później*
Wykonywałam moją nową rutynę. Prysznic , uniform ,makijaż. Dobra gotowe.
-Wychodzę ! -krzyknęłam do rodziców.
-Gdzie ty tak wcześnie wychodzisz ? Masz jeszcze godzinę - zza drzwi od kuchni wyłoniła się moja mama z roztrzepanymi włosami, w piżamie.
-Wczoraj nie skończyłam liczyć tam czegoś i dzisiaj muszę to zrobić bo mam czas do 9- uśmiechnęłam się słabo i wyszłam. Wsiadłam do swojego samochodu i pojechałam w stronę mojej pracy.
Powitanie ochroniarza i już jestem w windzie.Na drugim piętrze dosiada się Evans i opowiada mi jak to wczoraj się genialnie bawiła w jakimś klubie. Co śmieszniejsze wyłączyłam się po słowach "A wiesz wczoraj byłam...". Wysiadłyśmy z windy, bo obie pracowałyśmy na tym samym piętrze ale w różnych skrzydłach. Ja na zachodnim skrzydle a Sid na wschodnim. Zaczęłam przeglądać papiery, obliczać coś ee.. nawet nie wiem za bardzo co. Popodbijałam kilka umów i nagle jest 20.00. Jedno pytanie: JAK??
Przez tą robotę nie mam wcale czasu dla siebie to jest dobijające. Codziennie upewniam się w myśli ,że przyjechanie tutaj był jedną wielką pomyłką. W ogóle moje życie jest jedną wielką pomyłką. Zaczęłam pakować moje rzeczy do torebki i zamierzałam wyjść. Ale Sydney ma chyba inne plany wobec mnie, bo przysłała Grega po mnie.
-Hejka ,Evans coś od ciebie chcę - powiedział z oczami pełnymi wyrazami współczucia. Rozumiem go ona jest tak rozgadana ,że każdy unika jej jak ognia. A akurat mnie przyczepiła się najbardziej.
-Noo..ok ,zaraz pójdę -nie wyrażam w tej wypowiedzi zbyt wielkiego entuzjazmu. Mimo to Greg się do mnie uśmiecha i wychodzi.
-Jak chcesz to dzisiaj wieczorem przyjeżdża mój brat, może się z nim spotkasz. Nigdzie nie wychodzisz a przywiezie ze sobą swoich kumpli więc może ...- pomachał śmiesznie brwiami. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Nie dzięki -odmawiam a facet wychodzi z wielkim bananem na mordzie. Uwielbiam go. Często przyjeżdżał do moich rodziców choć to mnie pilnował, do Londynu.Jest w większości moich wspomnień.Choć jest ode mnie starszy tylko o jakieś 6-7 lat to rodzice uważali go na kogoś tak dorosłego,że robił mi za niańkę. Zwlekłam się z krzesełka, wzięłam torebkę i skierowałam się do wschodniego skrzydła gdzie pracowała brunetka. Kiedy weszłam ona była ubrana w fioletową ,błyszczącą sukienkę ledwo poza tyłek. Gdy mnie zauważyła rzuciła we mnie jakąś czarną torbą.
-Idź do łazienki i się przebierz. Nie chcę słyszeć sprzeciwu. Już załatwiłam to z twoimi rodzicami. Idziemy do klubu !
-Coo ?? Moi rodzice na pewno nie pozwoliliby mi iść do klubu.
-No oczywiście , bo nie pozwolili . Powiedziałam ,że dzisiaj nocujesz u mnie. A teraz nie marudź i idź się szybko przebrać.
Chciałam zaprotestować , ale z nią się nie dyskutuje. Jak już coś postanowi to nie ma zmiłuj.A do tego jakaś część mnie chciała się wyrwać od tej powalonej i nudnej rutyny. Gdy poszłam do łazienki i rozpięłam torbę moim oczom ukazała się o jeden numer za mała, obcisła ,czarna sukienka. Jak ją przymierzyłam, stwierdziłam iż jestem szczupła ,ale za to maleńka. I uświadomiłam sobie jeszcze jedno. Nie mam do tej sukienki butów,a wrócenie po jakieś buty do domu nie wchodzi w grę.
-Ej zapomniałaś zabrać szpilek! - krzyknęła Sydney.
Gdy wchodziłyśmy do windy wydawało mi się ,że widziałam czuprynę Harrego. Jezu .. mam już jakieś zwidy.
****************************************************************
Klub do którego zabrała mnie Sid nazywa się "Pandemonium"*. To dziwne miejsce, najgorsi są ludzie. Muzykę , którą wydaje się być z jakiegoś horroru -przeżyję. To,że cały klub jest oświetlany przez jedną lampkę i bar -ok chociaż nie cierpię ciemności. Ale ludzie wyglądają jakby goci i metale się połączyły i stworzyli nową rasę. Troszkę przerażające a co najfajniejsze to, to że brunetka mnie zostawiła. Jako jedyna się wyróżniam z tłumu , bo wszyscy mają czarne włosy albo ich nie mają w ogóle a ja mam jasno brązowe i jestem jak jakiś neon. Właściwie to tak się czuję. Mam dość.Chciałam wyjść ale.. no tak gdzie są do jasnej cholery drzwi? Dobra nie ważne. Poszłam w stronę baru. Za ladą stał około 30letni mężczyzna z kolcami na głowie zamiast włosów a był ubrany w czarną skórzaną kurtkę i spodnie. Urocze.
- Czego tu dziecko szukasz?! Wynocha!
Jakie milutkie. Zignorowałam tą uwagę.
-Nie bądź taki wredny. Daj dwa drinki te co zawsze. Dla mnie i dla tej uroczej pani - odezwał się jakiś kolo , który pojawił się znikąd. I jeszcze chce mi postawić drinka! O kurwa!
-Wiesz nie dzięki.. - próbowałam odejść ale facet złapał mnie za przedramię i nie pozwolił iść dalej. Zostałam. Dobra w dupie! Wypiłam drinka i nagle świat zawirował i byłam w pełni szczęśliwa. Nieznajomy zaczął wodzić ręką po moim udzie. O dziwo wcale nie chciałam jej zrzucić. Pociągnęłam chłopaka na parkiet i zaczęłam się o niego "ocierać" w formie tańca w rytmie muzyki. Potem ugięły się pode mną nogi i osunęłabym się na ziemię gdyby nie koleś. Wydawało mi się ,że może próbuje pomóc, ale potem poczułam ,że ciągnie mnie w stronę wyjścia. Fala lodowatego powietrza uderzyła we mnie z taką siłą ,że aż zadrżałam. Ostatnie co pamiętam przy czym jeszcze byłam trochę przytomna to , to że nieznajomy kładzie mnie na tyłach jakiegoś samochodu. Potem ciemność.
**PERSPEKTYWA HARREGO**
Minął tydzień odkąd ostatni raz widziałem Ane. Dzisiaj razem z Niallem lecimy do jego brata Grega. Niby ,żeby go odwiedzić.Cały czas myślę o mojej brunetce, która już mi nie ufa. Gorzej ona się mnie boi. Najbardziej boli mnie to ,że może już sobie kogoś znalazła w Irlandii. Dowiedzieliśmy się od Grega ,że dwa domy dalej mieszka "fajna dupa dla nas" i że ma na imię Annabell. Mam nadzieję ,że to ona. Dolecieliśmy o 20.00 Oczywiście ani ja ani Liz nie chcieliśmy tracić czasu na rozpakowywanie i dlatego chłopaki zgodzili się najpierw pojechać do firmy rodziców Any.Wjechaliśmy windą na 8 piętro gdzie rzekomo pracuje. Gdy z niej wychodziliśmy , zobaczyłem ją w strasznie obcisłej sukience. Wchodziła do sąsiedniej windy z jakąś inną dziewczyną, która wyglądała jak prostytutka. Winda niestety zamknęła się za wcześnie i nie zdążyłem jej zatrzymać. Postanowiłem żeby pojechać za nią i porozmawiać w miejscu do którego zmierza. Wsiedliśmy znowu do windy i zaczęliśmy ją śledzić. Widziałem jak wchodzi do Pandemonium. Już nie raz tam byliśmy z chłopakami i nikt się tam na nasz widok nie zdziwi. Nawet jakbyśmy byli ubrani na różowo, ale Liz może się wyróżniać. Postanowiliśmy ,że Liz zostanie w samochodzie z Niallem. Bo on jako jedyny nie lubi się bić chociaż wychodzi mu to nie najgorzej. Kiedyś sam powalił 7 osób silniejszych od niego, ale stwierdził że woli zostać w samochodzie. Gdy weszliśmy do klubu nie mieliśmy żadnego kłopotu z jej znalezieniem. Odznaczała się kolorem swoich włosów. Cały czas się na nią patrzyłem. Ocknąłem się dopiero jak Louis powiedział mi ,że Trevor z nią rozmawia. Gdy usłyszałem jego imię od razu zrobiło mi się słabo. Ale po kilku sekundach wróciłem do wrogiego nastawienia. Wiem co ten chuj robi dziewczyną. Gdy uzna ,że są słabe na tyle ,że będzie mógł sobie z nimi poradzić bez trudu, daje dziewczynie narkotyki a potem zabiera ją do domu. Nie wiem co się dzieje dalej no ale proszę ... można to sobie łatwo dopowiedzieć. Moje przemyślenia trwają na tyle długo ,że jak się ocknąłem zobaczyłem jak Trevor wyprowadza moją księżniczkę na zewnątrz. Od razu zaczęliśmy biec w ich stronę. Wypadliśmy z Pandemonium na czas, bo ten facet już zapakowywał -jeśli można to tak nazwać- ją do samochodu. Gdy stanąłem dokładnie za nim a reszta otoczyła samochód Ana już była nieprzytomna. Trevor też się nie zorientował z naszej obecności dopóki nie położyłem mu ręki na ramieniu. Od razu cały się spiął. Nie zdążył jednak wykonać żadnego ruchu po przyjebałem mu tak mocno w twarz ,że padł na ziemię krztuszą się krwią.
-Ona jest nietykalna kumasz? -wycedziłem przez zęby i wymierzyłem mu kopniaka w brzuch aż się zgiął. Chciałem go wykończyć ,żeby nie mógł już nigdy otworzyć oczu ,ale zdołałem się powstrzymać. Wyciągnąłem delikatnie dziewczynę z auta i wziąłem ją na ręce przytulając ją nieprzytomną. Wszedłem do naszego ogromnego samochodu i chociaż było jeszcze jedno miejsce wolne wolałem trzymać Anę na kolanach. Bałem się ,że w innym przypadku znowu zniknie z mojego życia. Nie mogę pozwolić na to żeby znowu chciała ode mnie odejść.
---------------------------------------------------------------------
*Pandemonium- tą nazwę klubu wzięłam z książki
Cassandry Clare "Dary anioła- Miasto kości"
Przepraszam ,że tak długo nie pisałam ale trochę
się zniechęciłam tymi dwoma komami ,ale pomyślałam
że jeśli nawet dużo osób tego nie czyta to będę to pisać
przede wszystkim dla siebie. Czytałam również właśnie
dary anioła -4części i też dlatego nie dodawałam nowego
rozdziału .Tak po za tym bardzo polecam tą książkę.
Polecam także blogi moich przyjaciółek ;**:
http://scarylove-zaynmalikfanfiction.blogspot.com/
http://nneer-let-you-go.blogspot.com/
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńsuper<3
OdpowiedzUsuńnie mogę się doczekać następnego <3
GENIALNY <333 DZIĘKI ZA POLECENIE MOJEGO BLOGA :***
OdpowiedzUsuńfajny pisz dalej:)
OdpowiedzUsuń