Chcę was tylko z przykrością zawiadomić ,że to już ostatni rozdział. Jak chcecie to będę pisała następnego bloga. Tym razem Harry będzie trochę inny ;)
Mam nadzieję że ten blog wam się spodobał i drugi też się wam spodoba i będziecie go komentować.Przepraszam ,że kończę ale nie mam już pomysłu na tego bloga. Wydaję mi się ,że zakończenie was zaskoczy. Miłego czytania ;***
http://one-direction-harry-styles.blogspot.com/
**PERSPEKTYWA ANNABELL**
Obudziłam się w nieznanym mi domu. Od razu wszystkie wspomnienia z ostatniej nocy wróciły. Zerwałam się na równe nogi. Granatowe ściany ? Niby obce a jednak jakoś dziwnie znajome.. Podeszłam po cichu do drzwi i je leciutko uchyliłam. Myślałam ,że napotkam wzrokiem faceta ze wczoraj ,ale to co zobaczyłam ... to już jest dziwne. Zamknęłam drzwi tak samo ostrożnie i cicho jak je otworzyłam. Jak to możliwe ,że tu jest Harry, Liam , Liz , Niall i reszta? Zaczęłam oddychać nerwowo. Zobaczyłam moje ubranie z zeszłej nocy i drugie obok. To nie wątpliwie były ciuchy Liz dała mi je żebym jak wstanę mogła się ubrać. Czyli jednak mnie nie znienawidziła. No właściwie to było widać po tym ,że codziennie wszyscy wysyłali mi po jakieś 15 smsów. Dopiero teraz zauważyłam białe drzwi ze złotą gwiazdą. Tylko u jednego człowieka widziałam tą gwiazdę na drzwiach. U Grega. Ale co w takim razie robią tu ONI? Eeee.. ok ?
Zgarnęłam ciuchy z krzesełka i poszłam w stronę łazienki czyli w stronę białych drzwi z gwiazdą. Wzięłam długi prysznic i ubrałam się w czyste ubranie. Liz zostawiła mi rzeczy , które już kilka razy miałam na sobie. Białą bluzkę na ramiączkach, czerwono niebieską koszule w kratę i dżinsy. Zaczęłam nerwowo szukać telefonu ,ale nigdzie go nie było. Kurwa. Obmyślałam plan ucieczki bez konfrontacji z przyjaciółmi .Ale ,że pokój był na pierwszym piętrze ,wyskoczenie przez okno byłoby trochę niewypałem. Wychyliłam się ponownie z pokoju i nagle pustka. Nikogo nie było w przeciwległym pokoju.Wyszłam ,a poruszałam się bezszelestnie zupełnie jak kot, ale to tylko dlatego że wczoraj miałam szpilki i teraz szłam na bosaka. Zeszłam ze schodów powoli i skierowałam się w kierunku drzwi. Już pociągałam za klamkę i akurat w tym momencie drzwi się otworzyły. To nie była moja zasługa po drugiej stronie drzwi stali Harry, Niall i Greg.
Nie miałam zielonego pojęcia co mam robić. Harry i Niall uśmiechnęli się do mnie lekko i popatrzyli na Grega. Pewnie wyczekują na jego reakcje, że przyprowadzają nieznajome laski do jego domu . Ja nie byłam nieznajomą.
-Hej Anka. A jednak gdzieś się spotkałaś z moim bratem skoro tu jesteś -powiedział przeciskając się koło mnie w drzwiach, jak zwykle z wielkim uśmiechem.
-Eee.. taaa no właśnie wychodziłam - przynajmniej próbowałam wyjść , bo Niall z Harrym skutecznie odcięli mi drogę ucieczki. Stanęli obok siebie ze skrzyżowanymi rękoma na piersi i jak roboty kręcili głowami.Ale nawet Greg mi nie pomagał.
-Nie, zostań! Zjesz z nami śniadanie -odwróciłam się do niego z zakłopotanym uśmiechem.
-Nie mogę .. moi rodzice..
-Nie martw się jakoś się to wyjaśni - mrugnął do mnie a chłopaki wzięli mnie pod ramiona jak więźnia , którego strażnicy prowadzą na śmierć i poprowadzili do kuchni. W kuchni czekała na nas już cała reszta.
-Boże Ana , jak dobrze cię widzieć !- wrzasnęła Liz i rzuciła mi się na szyję, przez co runęłyśmy na podłogę. Zaczęłyśmy się śmiać.
-Ciebie też, co wy tu robicie? I to do tego u Grega? - dodałam już ciszej. Blondynka uśmiechnęła się do mnie szeroko i wstała.Wyciągnęła rękę żeby pomóc też mi wstać. Chwyciłam ją a ona mnie podciągnęła.
-No już po twoim wylocie kupiliśmy bilety na inny lot ,ale był dopiero za tydzień-odpowiedziała- a Greg to brat Nialla i mój kuzyn.
-Ahaaa.. fajnie . Mogę już iść do domu, nie czuje się najlepiej - powiedziałam idąc za Liz do kuchni.
-Może to dlatego, że jakiś huj ci podał narkotyki ,żeby Cię przelecieć...- powiedział zgryźliwie Harry i umilkł. Tak nagle. Popatrzył na Grega , który stał z szeroko otwartymi oczami przeszywającymi mnie na wskroś. Moje czy wypełniły się łzami.
-Dzięki , nie wiedziałam - rzuciłam sarkastycznie i wybiegłam z domu.Zaczęłam biec strasznie szybko ,a przez łzy niczego nie widziałam. Nogi strasznie mnie bolały od małych kamyczków ,które wbijały mi się w bose stopy. Biegłam środkiem ulicy i nagle usłyszałam głośny pisk. Odwróciłam się i zobaczyłam tylko dwa światła zbliżające się z niesamowitą prędkością w moją stronę.
*PERSPEKTYWA HARREGO*
Wybiegłem za Aną. Znowu zachowałem się jak kompletny kretyn.Biegła strasznie szybko jak na dziewczynę. Zacząłem biec jeszcze szybciej. Krzyczałem do niej żeby się zatrzymała, albo przynajmniej zeszła na chodnik.Nic nie podziałało. Wtedy zobaczyłem coś co zmroziło mi krew w żyłach. Samochód napierający z ogromną siłą na dziewczynę którą kocham. Uderzenie. Annabell cała we krwi. Czas stanął w miejscu.Pognałem ile miałem sił w nogach do brunetki. Kierowca ciężarówki już zdążył się zmyć z miejsca wypadku. Kutas jebany. Złapałem za jej nadgarstek. Nic, żadnego pulsu. Zacząłem robić jej sztuczne oddychanie. Pierwszy raz od 10lat płakałem. Ręce mi się trzęsły. Próbowałem ją obudzić. Nic się nie działo.Nie chciałem tracić nadziei ,zadzwoniłem po karetkę. Następne wydarzenie zmyły się w jedną plamę. Liz , Greg i reszta chłopaków którzy przybiegli zobaczyć co się dzieje. Ich miny wyrażające strach i smutek. Płacz Liz i mój. Sygnał karetki.To jak zabierali Anę z ulicy. I nagle jestem w szpitalu. Niezdolny już do płaczu. Oczy zupełnie mi wyschły, nie było w nich już żadnych łez. Teraz strach o dziewczynę sparaliżowało moje ciało.Czekałem na lekarza , który mówi nam że wszystko w porządku. 1godzina..2...3..4.. W końcu z sali wyszedł lekarz z grobową miną. Wszyscy od razu rzucili się w jego stronę. Ja, Liz , rodzice Any,chłopaki , Greg. Po trzech słowach lekarza mój świat legł w gruzach .
- Annabell nie żyję.
Nie mogłem w to uwierzyć, po prostu nie mogłem. Rzuciłem się do sali z której przed chwilą wyszedł doktor. Popatrzyłem na nieruchome ciało moje dziewczyny, klękłem przy jej łóżku i wyszeptałem:
-A wiesz ,że Cię kocham? - czekałem aż mi odpowie.Nie zrobiła tego. Pocałowałem ją w głowę i wyszedłem. To były moje ostatnie słowa skierowane do niej.
jezu świetne zakończenie<33
OdpowiedzUsuń