czwartek, 31 października 2013

Rozdział 18

*Ana*
Harry wziął mnie na barana i popłynął w stronę lądu. Jestem mu naprawdę wdzięczna. Gdy zauważyłam,że już będę sięgać dna , zsunęłam się z pleców mojego chłopaka. Jak to niesamowicie brzmi mój chłopak . Zachwiałam się lekko , bo nadal mnie bolała noga ,którą zahaczyłam o drut. Jestem ciekawa czy Harry zobaczył ranę oby nie...
-Co ci jest ?- zapytał z troską.
-Nic tylko noga mnie trochę boli .. -od razu ugryzłam się w język , po co on ma to wiedzieć,spróbuje wybrnąć jakoś z tej sytuacji -ale już przechodzi , nic mi nie będzie.
Za późno to powiedziałam chłopak już zauważył ranę.Chciał mnie wziąć na ręce ale zaprotestowałam. Harry nie był zadowolony moim protestem bo i tak wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie na samą górę urwiska. Dobry jest... mnie która waży 57kg na samą górę.
-O co ty się potknęłaś?! - jak tylko weszliśmy na górę Niall naskoczył na mnie z dość dziwnym pytaniem. Czy oni nie widzieli ,że to Nicki mnie popchnęła?! -Halo żyjesz ?
-Tak, tak żyję. Potknęłam.. ? -nie wiedziałam jak mam im to powiedzieć, pewnie Nicki i tak już wszystkim nakłamała, że to był wypadek. Nie myliłam się..
-No Nicki powiedziała ,że się o coś potknęłaś ona chciała Cię złapać, ale było już za późno -wytłumaczył mi Zayn.No a jakby inaczej . Słodka i niewinna Nicki chciała mnie uratować... bo uwierzę.
-Nie wiem..-powiedziałam niewinnie, schodząc z rąk Harrego,bo ten nadal mnie trzymał.
-To może już pojedziemy co? Widzę ,że jesteś ranna, musimy coś z tą raną zrobić- powiedział do wszystkich Liam.
-Nie , po co ? Przyjechaliśmy się trochę pobawić tak? Zostańmy dam radę -uśmiechnęłam się - nie zepsuje wam zabawy, bo jestem niezdarą i spadłam z klifu.
-Jesteś pewna ? Może lepiej jedźmy - Liama poparł Harry i pocałował mnie w głowę. Był ode mnie wyższy gdzieś 15-20cm , więc łatwo mu było całować mnie w głowę.
-Nie , na prawdę zostańmy - chciałam ich przekonać, ale na marne. Harry i Niall pomogli mi dojść do auta i pojechaliśmy do mojego domu , żeby opatrzyć ranę. Chłopaki oczywiście nie umieli tego zrobić , więc poszłam z Liz na górę ,żeby mi pomogła. No nie do końca "poszłam" , bo wniósł mnie Harry i posadził na łóżku.
-Gdybyście czegoś potrzebowały  to krzyczcie i masz jej nie pozwolić samej schodzić po schodach- z tą groźbą zwrócił się do mojej przyjaciółki i wyszedł.
-Co tam się stało ?! Bo na pewno się nie potknęłaś- naskoczyła na mnie Liz jak tylko Harry znikł za drzwiami.
- To ona mnie zepchnęła , ale nie powiedziałam tego chłopakom , bo ... nie wiem dlaczego jej nie wydałam- wytłumaczyłam się.
-Jesteś głupia, w końcu mogłaś ją pokazać jako potwora - zwyzywała mnie trochę. No i słusznie. Jestem głupia ,że jej nie wydałam.
-Przestań mi już prawić kazania i pomóż mi z tą nogą-poprosiłam ją. Obmyłam nogę a Liz zaczęła ją bandażować. W tym czasie kiedy ona nakładała mi opatrunek ja myślałam co założyć.
Byłam calutka przemoczona, bo zostałam wepchnięta zanim zdążyłam się rozebrać. Założyłam niebieskie rurki, czerwoną bluzę z kapturem z adidas. Na głowę  założyłam full capa z buźką, przebrałam też buty na takie z Nike. Poprosiłam Liz, żeby pomogła mi zejść na dół. Dziewczyna oczywiście mi pomogła. Szło nam trudno, bo rana niesamowicie bolała , a przy każdym nawet najmniejszym ruchu wyciekało z niej trochę krwi. Gdy byłyśmy na dole zobaczyłam i usłyszałam coś czego nie wymaże sobie z pamięci tak łatwo...

środa, 30 października 2013

Rozdział 17

*Annabell*
-Co ona sobie wyobraża?!- krzyknęła Liz gdy już byłyśmy zamknięte u niej w pokoju.
-Trzeba jej się stąd pozbyć... oddam jej te prochy, niech sobie robi z nimi co chcę- nie chcę jej ich oddawać, bo coś mi się wydaje ,że ona ich nie chce sprzedawać.
-Nie! Nie!  Nie widzisz ,że ona chcę je dla siebie- widać Liz nie była tym pomysłem zachwycona.
-Oj trudno. Niech je sobie ćpa mam to gdzieś!- już byłam wkurzona.
-Zrobisz co chcesz ... -odpowiedziała nie pewna zbytnio swojej wypowiedzi.
              *************************************************************
Jeszcze chwilę pogadałyśmy o tym co mam zrobić i zdecydowałyśmy ,że jej ich nie oddam tylko wyrzucę. Jak Nicki nie będzie miała powodu dla , którego tu jest po prostu wyjedzie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Gdy zeszłyśmy Nicki siedziała Harremu na kolanach, aż mnie w gardle ścisnęło, ale tego nie pokazałam. Chłopaki powiedzieli żebyśmy pojechali nad jezioro. Spoko poleżę sobie ,może wezmę jakąś książkę .
-Tam jest genialny klif to sobie poskaczemy -powiedział do mnie wyraźnie podekscytowany Harry,gdy już byliśmy w drodzę.
-Ale Harry...- zacięłam się, głupio mi się do tego przyznawać w końcu mam 18lat- ja nie umiem pływać...
-To skoczę tylko 2 razy i będę cały dla Ciebie dobrze ? -boże jaki on kochany. Tylko się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową . Harry złapał moją twarz w swoje ręce i przybliżył ją do swojej , szepcząc mi na ucho
 " Kocham Cię". Byliśmy zwróceni ku sobie przez krótką chwilę po czym znowu złączyliśmy ze sobą nasze usta. Trwaliśmy w pocałunku przez moment dopóki Niall nie krzyknął
-Jesteśmy !
To było naprawdę bardzo strome urwisko. Stałam nad nim patrząc się w dół. Była dzisiaj genialna pogoda jakbym potrafiła pływać albo chociaż utrzymać się na wodzie też bym pewnie skoczyła.Ale panicznie boję się wody, niestety Nicki o tym wie i to mnie trochę niepokoi. Chłopaki w czasie moich przemyśleń zdążyli już ściągnąć buty, spodnie i koszulki. Pierwszy skoczył Harry, ten jego tak dobrze zbudowany tors,niesamowicie prezentował się w słońcu. Chłopak rozpędził się, skoczył, zrobił potrójne salto i wpadł do wody. Po chwili wynurzył się i  dał znak reszcie chłopaków ,że mogą skoczyć . Po koli skakali Niall , Liam, Zayn a na końcu Louis. Chłopaki wołali mnie, Liz i Nicki żebyśmy też skoczyły. Moja przyjaciółka krzyknęła "raz kozie śmierć". Ściągnęła  jednym sprawnym ruchem bluzkę i spodnie, rozpędziła się i wskoczyła na bombę do wody.Trafiła dokładnie obok Louisa, ma szczęście. Nicki przybliżyła się do mnie.
-To co poskaczemy ? - zapytała mnie po czym z całej siły popchnęła w stronę przepaści.Stałam bardzo niej blisko , zachwiałam się i spadłam.Harry był już w połowie drogi na górę. Wpadłam do wody , ale w zupełnie inne miejsce niż reszta. Próbowałam wypłynąć ,ale zahaczyłam się o coś nogawką moich spodni. Popatrzyłam na rzecz , która trzymała mnie w miejscu. Był to jakiś kolczasty drut ,który zahaczył o głaz.Ten kawałek drutu rozdarł i zaczepił się o moje spodnie ,ale także przedarł mi skórę na nodze i z rany leciała krez. Już powoli traciłam kontakt z rzeczywistością, kiedy koło mnie zobaczyłam dwa ogromne pluski. Jeden spowodował Harry a drugi... nie no nie wierze. Drugi spowodowała Nicki. Harry podpłynął w dół żeby odczepić mnie  od drutu, za to Nicki wzięła mnie w ręce i zaczęła płynąć ze mną do góry.Czyżby miała poczucie winy ,że nie wypływałam czy też chciała się popisać przed chłopakami z tej lepszej strony. Z tej udawanej lepszej strony. Gdy wypłynęliśmy na powierzchnie z trudem łapałam oddech. Nadal rzucałam się na wszystkie strony. Wtedy podpłynął do mnie Harry.
-Hej.. hej jestem już koło ciebie, nie bój się nie pozwolę ci utonąć- zapewnił mnie. Tymi słowami sprawił ,że poczułam się bezpieczna choć nadal byłam w wodzie gdzie stopami nie sięgałam dna. 

 
------------------------------------
Jak czytasz to proszę skomentuj to dla Ciebie minuta a dla
mnie motywacja do dalszej pracy ;***** 

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 16

*Anna*
Jechaliśmy w stronę domu Liz. Liam prowadził, z całej piątki on był najodpowiedzialniejszy,na miejscu pasażera siedział Zayn. Kolejne trzy miejsca to Harry po środku ja i Niall. A jeszcze dalej siedziała Nicki, Louis i Liz. Mieli rodzinny samochód więc łatwo się pomieściliśmy. Przez tą krótką półgodzinną drogę z mojego domu do tymczasowego domu Harrego śpiewaliśmy, nie raczej darliśmy się , Louis opowiadał kawały i ogólnie było tak jakbyśmy się znały z chłopakami przez całe życie. Tylko Nicki siedziała cicho , może to dlatego ,że jest w naszym towarzystwie pierwszy raz. Chociaż ona nie jest tą jakąś najcichszą , więc ta opcja odpada. Patrzyła na mnie co chwila. Obmyśla plan zemsty hahahahaha .. pewnie tak. Nie zwracałam na nią uwagi , teraz liczy się tylko to że byłam z Hazzą  chociaż znamy się ... bardzo niedługo. Jednak jest w nim coś takiego ,że jakby odszedł z mojego życia nie wiem co bym mogła sobie zrobić. Już kiedyś tak miałam. Cięłam się  po prostu dawało mi to tego typu uczucie siły, odwagi . Wiem że to głupie i każdy uzna mnie za wariatkę no , ale  nie zmienię swoich odczuć. Byliśmy już po domem Liz kiedy Niall krzyknął ,że chcę babeczki. Właściwie to też bym je chętnie zjadła.
-Dobra ... ,ale nie ma posypki - powiedziała Liz.
-Co?!?! Jak to ?!?! -krzyknął przerażony Niall.
-Spokojnie mogę iść do sklepu -zaproponowałam.
-Pójdę z nią- dorzuciła się moja kuzynka.Ciekaw co chcę mi zrobić jeśli ze mną idzie.
-Ok  tylko kupcie 2 albo nie 3 , 4 tak kupcie 4 posypki -Niall nie mógł się zdecydować na liczbę paczek. Z tego co zauważyłam kocha jeść.
Poszłyśmy, przez większość drogi nic nie mówiłam.Gdy byłyśmy pod sklepem Nicki powiedziała ,żebym poszła sama , bo ona musi gdzieś zadzwonić. Ciekawe gdzie skoro mam nie słyszeć tej rozmowy. Weszłam do sklepu , kupiłam 5 kolorowych posypek. Niall się ucieszy .Gdy wróciłam Nicki rozmawiała z Lexi i Rebeką . No pięknie moi wrogowie z psychiczną kuzynką, która chce się zemścić . To nie wróży nic dobrego. Jak tylko do nich podeszłam , te dwa plastiki z mojej klasy odeszły.
-Co chciały? -rzuciłam jak gdyby nigdy nic.
- Nie ważne , nie twoja sprawa Ann -tylko ona mówiła do mnie Ann, nie lubiłam tego zdrobnienia. Już wolałam jak mówili do mnie pełnym imieniem Annabell .
-Dobra jak wolisz -odpowiedziałam jej obojętnie i podreptałyśmy  w stronę domu Liz i chłopaków. Gdy weszłyśmy do mieszkania powitał nas Harry.Tyle ,że mnie pocałował tym razem mocniej i namiętniej.Całował genialnie! A do Nicki powiedział tylko "Hej". Poszliśmy do kuchni gdzie odbywała się walka na mąkę i jajka. Wszyscy się świetnie bawili tylko Niall krzyczał :
-Zostawcie to , bo nie będzie babeczek! - nic nie pomagało dopiero jak Nicki dostała ,wydarła się na cały głos.
-Przestańcie!!!
Wszyscy przestali.I tylko patrzyliśmy się na nią. Ha ha nareszcie pokazała jaka jest , bo do tej pory była grzeczną i niewinną dziewczynką.
- Prze...przepraszam po prostu nie cierpię jak ktoś mi coś robi z włosami -wyglądało to tak jakby miała się zaraz rozpłakać. Przezabawne.. niestety chłopaki się na to nabrali.
Popatrzyłam na Liz ona też jej nie wierzyła . Pokręciłam tylko głową i wyszłam z kuchni a  za mną moja przyjaciółka. Wszyscy się na nas gapili. Już nie zwracałyśmy na to uwagi , tylko poszłyśmy do pokoju Liz.

Rozdział 15

*Ana*
Moją uwagę zwróciła osoba leżąca na podłodze obok jakiś proszków. Śmiała się, gdy mnie zauważyła zapytała :
- Co? Zmieniłaś jednak zdanie?
-Nie, chcę Ci tylko powiedzieć ,że chłopaki nas zaprosili na jutro- odburknęłam, kiedy usłyszałam co mówi Nicki odwróciłam się gwałtownie .
-Ten lokowaty jest przystojny ... - i zaczęła się śmiać . Aż się we mnie zagotowało jak to usłyszałam , ale dlaczego ? Przecież z nim nie jestem ani nie jestem w nim zakochana . No właśnie nie jestem ? Dobre pytanie...
               ****************************************************
Rano.
Obudził mnie dźwięk pukania , niee raczej walenia w moje drzwi.
-Wejdź ! - krzyknęłam wkurzona tym , że mnie ten ktoś obudził. Ku mojemu zaskoczeniu to był Harry - Co ty .. co ty tu robisz ?
Byłam strasznie zdezorientowana.
-Nie przyjeżdżałyście , zaczęliśmy się martwić i my przyjechaliśmy do was -chwile przetwarzałam informacje aż w końcu wzięłam telefon do ręki. O cholera była 13.45 a umówiłam się z chłopakami na 13. Nawet się nie zorientowałam kiedy Harry leżał koło mnie.
-Co ty robisz ? -zapytałam lekko zdziwiona, ale strasznie szczęśliwa, bo wczoraj w nocy uświadomiłam sobie że ten facet mi się podoba.
-Tak się położyłem nie mogę ? -powiedział to tak jakby nie chciał słyszeć sprzeciwu.Właściwie  mi pasowało, ale sobie przypomniałam ,że chłopak powiedział że przyjechali.Czyli u mnie w domu była cała reszta . Chciałam wstać , ale Harry złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-A ty dokąd? -zapytał.
-No do chłopaków... -powiedziałam , zdezorientowana jego poprzednim gestem.
- Poczekają... - nachylił się nade mną. Zniżył się trochę, bał się to zrobić. Przejęłam inicjatywę przyciągając go do siebie . Nie wierze całowałam się z nim. Całowałam się pierwszy raz i to do tego z Harrym. Robił to tak delikatnie , czułam się niesamowicie.

Kiedy chłopak się ode mnie odsunął, uśmiechnął się do mnie i powiedział to co cały czas chciałam usłyszeć.
-A wiesz ,że Cię kocham ? - i pocałował mnie ponownie tyle ,że krócej . Oderwałam go od siebie i powiedziałam.
-A wiesz ,że ja chyba Ciebie też - uśmiechnęłam się i przygryzłam dolną wargę. On też się uśmiechnął. I wtedy do mojego pokoju wparował Louis a my nadal leżeliśmy na moim łóżku. Jeszcze jakby tego było mało, Harry nadal był nade mną . Gdy Lou wbiegł do pokoju trochę się zawstydził .
-Sorry - wydukał i już miał wyjść kiedy go zatrzymałam.
-Nic się nie stało, Harry i tak już wychodził- uśmiechnęłam się do niego i powiedziałam Harremu na ucho- muszę się ubrać.
Kiedy chłopaki wyszli stanęłam przed szafą znowu z dylematem jak mam się ubrać. Padło na bluzę ombre niebiesko -białą z ludzikiem "mom please ",szare rurki . Czarne conversy ,szarą smerfetkę i jako dodatek wzięłam zegarek i słuchawki .
Zeszłam na dół. Zobaczyłam , że Nicki strasznie się przystawia do Harrego. Aż się we mnie zagotowało ... znowu. Chciałam jej pokazać , że Harry jest mój. Nie przemyślałam tego , bo przecież nikt tego nie wiedział tylko Louis. Podeszłam do kanapy gdzie siedział Harry i usiadłam mu na kolanach. On mnie objął i pocałował, teraz wiem co oznacza to przyjemne ciepło czy motylki w brzuchu. Gdy oderwaliśmy się od siebie zauważyłam ,że Liz i chłopaki są zdziwieni a Nicki strasznie wkurzona. O to mi chodziło. Louis krzyknął "gratulacje" a Liam i Niall zaczęli gwizdać.
-Dobra zbieramy się !- krzyknąl Zayn.Wszyscy się poderwali ,tylko Nicki wstała powoli cały czas patrząc się na mnie i Harrego. Coś mi sie wydaje ,że zrobiłam błąd pokazując jej ,że jestem z Harrym. Teraz pewnie będzie chciała się zemścić ...

sobota, 26 października 2013

Rozdział 14

*Annabell *
Obudziłam się w łóżku. Raptownie poderwałam się do pozycji siedzącej. Na szczęście byłam u siebie w domu. Po prawej stronie łóżka siedziała Nicki , a po lewej Harry .Jak tylko otworzyłam oczy obydwoje się uśmiechnęli.
-Jak się czujesz? - zapytał mnie Harry i przybliżył się do mnie.
-Dobrze... - wymamrotałam - A tobie nic nie jest ani chłopakom ?
-Daliśmy radę, coś mi się wydaje ,że przez długi czas do już nie zobaczymy- uśmiechnął się do mnie tak słodko i te jego dołeczki .Był idealny , o czym ja gadam? 
Też się do niego uśmiechnęłam. W tym momencie do pokoju wpadł Zayn i oznajmił  ,że skończyli sprzątać po "rozróbie". To co oni robili? Zauważyłam ,że  mulat ma rozciętą brew.
-Dobra to my spadamy, zamkniemy za sobą drzwi. Musimy pojechać jeszcze po Louisa i Liz do szpitala - Harry wstał z łóżka i podszedł do mnie.
-Ciesze się ,że nic ci nie jest -szepnął do mnie na ucho i pocałował w czoło. Zarumieniłam się. Gdy Harry i chłopaki wyszli zwróciłam się do Nicki.
-Po co przyjechałaś ??
-Tęskniłam za tobą.. -odpowiedziała sztucznie.
-Nie kłam, tylko powiedz po co przyjechałaś - powiedziałam wrednie.
-Potrzebuje kasy, a wiem że nigdy nie ośmieliłabyś się  sprzedać czy wyrzucić naszego byłego biznesu prawda ? -nie czekała na odpowiedź, kontynuowała- a więc zatrzymam się tutaj dopóki mi ich nie dasz.
-Na serio ?! Przypomniałaś sobie o mnie , bo potrzebna ci jest kasa ?! Jesteś żałosna ... - idiotka, ale moi rodzice ją kochają i będą jej kazali zostać tak długo jak tylko będzie chciała. Dziewczyna kiwnęła lekko głową  w górę i w dół, uśmiechając się triumfalnie.
-O twoi starzy wrócili . Czas zacząć przedstawienie -powiedziała , gdy usłyszałyśmy że ktoś wjeżdża na podjazd. Szybko zbiegła po schodach i zaczęła udawać taką słodką , niewinną i uroczą dziewczynę ,że gdybym nie znała jej charakteru pomyślałabym ,że właśnie taka jest.Zbiegłam zaraz za nią.Gdy moi rodzice ją zobaczyli uściskali strasznie mocno i zasypali milionami pytań typu Na ile? Kiedy przyjechałaś ? i jeszcze wiele podobnych pytań. Na wszystkie odpowiadała tak miło i grzecznie , że aż mi się rzygać chciało. Gdy skończyli z nią rozmawiać moja mama powiedziała że zrobi nam kolacje. Zrobiła nam jajecznice na pomidorach.Zjadłyśmy i poszłyśmy na górę. Myślałam ,że Nicki pójdzie do swojego pokoju, ale weszła razem ze mną do mojego.
-Co ty wyprawiasz?! To jest mój pokój jakbyś nie wiedziała - powiedziałam do niej takim głosem jak ona niedawno do mnie.
-Oj przestań już udawać - nie wiedziałam o co jej chodzi - przyznaj ,że ci tego brakuje.
Wyciągnęła z kieszeni jakiś proszek. Nie zamierzam znowu zacząć ćpać ,bo już nie skończę. 
-Wyjdź ! - krzyknęłam jedynie do niej ona o dziwo wyszła. Może jednak ma racje brakuje mi tego. Boje się , że tą wizytą wszystko zepsuje.Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk sms.
Od : Liz
Boże. Kochana nic ci nie jest? Harry opowiedział mi co się stało. Mam nadzieje ,że już wszystko w porządku. Chłopaki zapraszają Ciebie i niestety Nicki jutro do mnie :* Chcę cię widzieć!
"Niestety" no właśnie Liz też nie lubiła mojej kuzynki. Nicki jest strasznie wredna, ale wtedy też taka byłam więc się zgrywałyśmy. Byłyśmy te "złe" potem ona wyjechała i ta złość mi minęła. Po dzisiejszych przeżyciach byłam zarówno zmęczona, ale także miałam za dużo energii od tych emocji. Poszłam pod prysznic żeby się trochę uspokoić. Zmyłam makijaż, umyłam włosy i założyłam za duży sweter. Uwielbiam chodzić spać w za dużych rzeczach. Zaraz przecież jutro wtorek hmm.. aha no tak dzień nauczyciela ,ale extra jutro dzień wolny. Nie mogłam zasnąć , więc zaczęłam wybierać strój na jutro, ale jakoś nie mogłam się zdecydować. Poszłam do pokoju Nicki, bo przypomniałam sobie ,że nie powiedziałam jej jeszcze o jutrzejszym dniu. Gy otworzyłam drzwi moją uwagę zwróciła...

piątek, 25 października 2013

Rozdział 13

*Annabell*
Przy Nicki stali Jake i ta sam trójka facetów co wtedy tyle ,że teraz byli poobijani .Szybko wyciągnęłam telefon i zdążyłam tylko napisać "Pomocy" do Harrego i wysłać , bo cała piątka już mnie zauważyła. Podeszłam do nich niepewnie.

-Mówiłaś , że mamy być same... -powiedziałam kierując słowa do mojej kuzynki.
-Ja ich nawet nie znam. Stali pod twoim domem myślałam że to twoi znajomi.. - wytłumaczyła się. Cholera.
-Hej piękna, jak tam Liz? - zapytał mnie Jake. Chętnie bym mu teraz walnęła w ryj za to co zrobił mojej przyjaciółce. Uśmiechnęłam się sztucznie i wpuściłam Nicki do środka mojego domu.Jake zablokował drzwi nogą tak jak to zrobił dwa dni wcześniej.
-A nas nie wpuścisz - zapytał i podniósł jedną brew do góry . Nawet nie zdążyłam na to jakkolwiek zareagować, bo już weszli .Cholera , mam nadzieje ,że wiadomość doszła do Harrego ...
*Harry *
Nie byłem pewny co do tego , że puściłem Ane samą. Niby to jej kuzynka ale nigdy nic nie wiadomo. Rozmawialiśmy z Liz przez jakieś 10minut kiedy zadzwonił mój telefon.Każdy w tej chwili ucichł. Gdy zobaczyłem, że to od Any , aż mi się zrobiło gorąco.Gdy zobaczyłem treść sms , raptownie wstałem z krzesła i od razu zarzuciłem na siebie kurtkę.
-Louis zostań z Liz , reszta idziemy-nikt nie wiedział o co mi chodzi ,postanowiłem to jak najszybciej wyjaśnić,żeby nie tracić czasu -Ana napisała do mnie pomocy , ruszcie tyłki czekam w samochodzie.
Zbiegłem  na dół po schodach , nie chciało mi się czekać na windę, kiedy Ana jest w niebezpieczeństwie. Usiadłem za kierownicą i niecierpliwie czekałem na chłopaków. Kiedy wreszcie zeszli ,wsiedli do samochodu a ja ruszyłem z piskiem opon. Chciałem jak najszybciej być u dziewczyny.
*Annabell*
Mijało pięć minut , później dziesięć , piętnaście. A Harrego nie było , zaczynałam się martwić , że miałam za mało kasy na koncie i wiadomość nie została wysłana. Z każdą chwilą było  gorzej. Jake coraz bardziej się do mnie przystawiał , bałam się co on mógłby zrobić. Złapał mnie za nadgarstki i powiedział na ucho "zabawimy się? ". Odwrócił mnie tak ,że stałam do niego plecami. Czułam jak tracę grunt pod nogami . Zaczęłam się szarpać na wszystkie strony tak mocno ,że pchnęłam nogami wazon i się rozbił na tysiące małych odłamków. Nicki chciała mi pomóc i wyszło na to ,że obydwie byłyśmy uwięzione w ramionach mężczyzn. Już myślałam ,że źle się to skończy ,ale do mojego domu wparowali Liam, Zayn ,Niall i oczywiście Harry . Od razu podszedł do Jake, który mnie trzymał.
-To był twój największy błąd w życiu ,że w ogóle śmiałeś ją tknąć - Jake nie miał jak się bronić ze mną na rękach i rzucił mną o ścianę. Strasznie mocno przywaliłam głową , tak że straciłam przytomność.

Rozdział 12


 CZYTASZ=KOMENTUJESZ<3333 !!


 *Annabell*
Czekałam strasznie niecierpliwie. Mijała już godzina i 20minut. To oznaczałoby ,że już nie żyje ,ale nadal byłam pełna nadziei , bo zdarzały się wyjątki.
Obudziła się. Boże kamień spadł mi z serca . Od razu rzuciłam się na przyjaciółkę.
-Jezu żyjesz jak to możliwe ?! -chłopaki i Liz zrobili minę WTF ? No tak w końcu tylko ja tak naprawdę wiedziałam co oni podali Liz -no bo ...-kiwnęłam głową w stronę pustej buteleczki na stole. Zaraz tego pożałowałam. Dziewczyna patrzyła na przedmiot bezmyślnie ,po czym się ogarnęła i na mnie krzyknęła.
-Czy ty zwariowałaś ?! Nadal to w domu trzymasz , a miałaś to wyrzucić ! -była  na mnie strasznie zła . Właściwie to  nie dziwie jej się. Dwa lata mnie prosiła ,żebym je wyrzuciła a jak już się zgodziłam po prostu tego nie zrobiłam.
-Oj nie krzycz! - sama się wydarłam - jakbym je wyrzuciła , już byś nie żyła! Nie widzisz co to jest?!
Wskazałam ręką na pustą już strzykawkę
-Powiecie nam wreszcie o czym do jasnej cholery mówicie??-Liam pierwszy raz się zdenerwował.
-No Ana powiedz chłopakom-zrobiła minę "wygrałam" i śmiesznie poruszyła brwiami.
-Zabiję Cię - rzuciłam do mojej przyjaciółki , na co ona się tylko uśmiechnęła triumfalnie , chyba zapomniałam ,że  URATOWAŁAM jej tym życie .
-Oj no mów już ! - rozkazał mi  Niall. Wypuściłam z siebie powietrze, wciągnęłam świeże i zaczęłam mówić.
-No, bo to było nie zamierzone. Ughhh  oj no byłam dilerką ... . To zaczęło się niewinnie miałam wtedy 14 czy 15 lat. Chciałam zwrócić na siebie uwagę więc zaczęłam ćpać . Spodobało mi się to i już nie chciałam przestać. W końcu zebrałam tyle tego że pomyślałam ,że będę to sprzedawać. Bałam się jednak konsekwencji , moja kuzynka nie , więc to ona dostarczała towar. Kasą dzieliłyśmy się na pół. Ale Liz zmusiła mnie żebym przestała i je wyrzuciła posłuchałam...częściowo. Moja kuzynka widząc ,że już tutaj nie zarobi przeprowadziła się i jej od tamtej pory nie widziałam. Tak z grubsza to wygląda...
Chłopaki siedzieli w ciszy i przetwarzali informacje ,które im o sobie dostarczyłam. Nastała niezręczna cisza. Nagle zabrzęczał mój telefon. Każdy oczywiście od razu na mnie spojrzał. Popatrzyłam na wyświetlacz "Od: Nicki ;*" Co?!?!?! 
Pokazałam Liz kto do mnie napisał. Też była niesamowicie zaskoczona.
-No zobacz co napisała- krzyknęła do mnie.
-Co kto napisał?! -oczywiście chłopaki też chcieli wiedzieć .
-Jej kuzynka Nicki -wyjaśniła im Liz. 
-Ta od narkotyków ?- nie obyło się bez tego pytania. Pomachałam tylko głową na znak ,że trafili w sedno i otworzyłam wiadomość.
Od:Nicki ;*
Hej kuzyneczko ,musimy pogadać. Tylko we dwie. Będę u cb w domu za jakieś 15 minut i zatrzymam się u Ciebie na kilka dni   xoxo.
Na parę dni po prawie 2 latach nie odzywania się ? Co ona sobie myśli, że jej od tak sobie wybaczę, po tym jak mnie zostawiła z resztą naszego "biznesu" . Co jak co ale jednak chcę z nią pogadać.
-Ja będę szła, chcę się dowiedzieć o co jej chodzi  -uśmiechnęłam się lekko . Bardzo lekko , prawie niezauważalnie.
-Nie chcesz ,żebym z tobą pojechał ? - zapytał mnie Harry. Boże jaki on kochany. Jezu o czym ja myślę.
-Bardzo bym chciała , ale napisała że mamy być we dwie.
-Dobra ,ale jakby się coś działo masz dzwonić ok ? -powiedział to tak opiekuńczo . Pomachałam tylko głową na znak zgody i wyszłam.

                              *************************************************

Jechałam do domu już wolniej niż wcześniej . Kiedy byłam pod domem zobaczyłam na podjeździe różowy samochód? Serio Nicki , serio. Zaparkowałam i wyszłam z auto. Dopiero teraz zobaczyłam , że dziewczyna ,która stała pod drzwiami nie była sama...

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 11


CZYTASZ=KOMENTUJESZ<3333 !!



 *Annabell *
... Louis , Harry , Niall .Nie było Liz . Nie , nie, nie ! To nie może być prawda co się z nią stało , gdzie jest reszta ? Cofnęłam się trochę i zaczęłam płakać. Walnęłam z całej siły pięścią o ścianę budynku ,chyba trochę za mocno, bo zaczęła mi lecieć krew ale teraz nie czułam bólu.
Chłopaki podbiegli do mnie . Harry złapał moją dłoń w swoje ręce, obejrzał ją  i pokręcił głową.
- Po co to zrobiłaś!?-zapytał mnie z wyżutem.
-Liz... nie ma jej z wami..-mówiłam ,co chwila wycierając łzy z policzków - Gdzie ona jest?! - krzyknęłam- gdzie są w ogóle Liam i Zayn?!
-Spokojnie , wszystko w porządku. Liam z Zaynem zostali żeby ją pilnować i czekają aż się obudzi - Louis próbował mnie uspokoić.
-Gdzie oni są i z czego ma się obudzić !?- bożeee...
co jej się stało?
-No ... jak byliśmy w tym domu to znaleźliśmy  ją nieprzytomną. Przy niej leżały jakieś narkotyki. Zawieźliśmy ją do szpitala.. - nie skończył bo jak ja mam to w zwyczaju mu przerwałam.
-Jakie narkotyki ??- spytałam, trochę znałam temat więc...
-Do końca nie wiemy lekarze też nie ale będzie dobrze - powiedział Harry.
-Mówiliście że koło niej leżały narkotyki, jakie kolory miały etykietki ?? -prawie krzyczałam.
-Skąd wiesz ,że miały etykietki? -zapytał mnie zdziwiony Niall. Kurwa nie wiem co odpowiedzieć, na szczęście kontynuował nie czekając na odpowiedź - jasno zielony...
Nie,to chyba jest jakiś żart ! Szybko się zerwałam, tworzyłam drzwi od mojego domu i wbiegłam po schodach potykając się. Wleciałam do pokoju jak oparzona  i zaczęłam szukać czegoś w mojej szafce . Chłopaki wbiegli do pokoju , zaraz po tym jak znalazłam to czego szukałam . Pokazałam chłopakom książkę , otworzyłam ją na różnych kolorowy prostokącikach.
-Który to był ? - pokazałam na różne odcienie zielonego. Byli niesamowicie zdziwieni ,ale pokazali oliwkowy . Cholera.
Szybko pobiegłam do mojej łazienki, oczywiście chłopaki podążyli za mną jak moje cienie. Otwarłam pierwszą szafkę i wyciągnęłam  z niej trzy fiolki. Dwie były pełne jedna pusta. Wymieszałam dwa płyny w trzeciej buteleczce . Zamknęłam półkę i zbiegłam na dół po drodze łapiąc klucze od mojego samochodu. Chłopaki zbiegli zaraz za mną . Gdy ostatni z nich wyszedł zamknęłam drzwi od domu.
-W którym jest szpitalu ?? -zapytałam , nie powiem na prawdę mi się śpieszyło. Każda minuta to większa prawdopodobność ,że Liz umrze.
-Ten główny ..
-Dzięki- odkrzyknęłam otwierając drzwi od samochodu . Chłopaki coś jeszcze mówili ,ale już ich nie słuchałam. Wyjechałam z podjazdu jak najszybciej , prawie uderzając  zderzakiem o bramę.Na szczęście udało mi się raptownie skręcić przez co nie doszło do stłuczki.Jechałam do tego szpitala 100km/h.
                         *****************************************************
*Szpital*
I znowu tu jestem ughh. Wbiegłam do recepcji , ledwo zahamowałam , bo bym się wywaliła.
-Gdzie leży Liz Priece ?? -próbowałam mówić opanowanie .
-Sala numer 43 na 9 piętrze. Przyjaciele czy rodzina?
Już nie słuchałam recepcjonistki ,biegłam do windy . Gdy już w niej byłam niecierpliwie tupałam nogami. Nareszcie 9 piętro.Wybiegłam z windy , przebiegłam cały korytarz i wpadłam do wskazanej mi sali. Liam i Zayn aż podskoczyli. Podbiegłam do łóżka gdzie leżała moja przyjaciółka.Od razu odszukałam ukłucie po poprzedniej dawce i wstrzyknęłam jej to co zrobiłam u siebie w domu.
-Co ty wyprawiasz?! -krzyknął na mnie Zayn.
Nie zwróciłam  na niego uwagi. Opadłam na ziemię, ciężko dysząc. Mam nadzieje ,że się udało , bo jak wstrzyknęłam to za późno.. nie , na pewno się udało. Działanie tego "leku" powinno się uaktywnić do godziny. Po pięciu minutach wparowała reszta chłopaków. Wszyscy czekaliśmy choć tak naprawdę tylko ja wiedziałam po co . Mijała już 58 minuta od podania szczepionki Liz, a ona się nie budziła ...

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 10

*Annabell *
Po przeczytaniu,  poszłam wziąć  prysznic, żeby się uspokoić. Wydawało mi się ,że siedziałam tam z godzinę jak nie więcej .Okazało się ,że wyrobiłam się w 30 minut. Boże... ,ten dzień będzie się ciągnął w nieskończoność.Stanęłam przed szafą i wybrałam coś na dziś .
Była to zwykła różowa bluzka na ramiączkach ,dżinsowa kurtka kończąca się w połowie żeber , sztucznie poprzecierane rurki i zwykłe trampki z flagą Anglii. Jako dodatek założyłam wisiorek z sową , którą dostałam od babci i w takim samym odcieniu różu jak bluzka okulary przeciwsłoneczne . Słońce dzisiaj nieźle dawało po oczach. Zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie , ale zaskoczył mnie ten widok, który zobaczyłam. Na stole leżały naleśniki a obok nich jakaś kartka..znowu. Wzięłam kartkę do ręki i przeczytałam " Myślę że będzie Ci smakowało.  Mama " Jejjj , pierwszy raz od 6 lat zrobiła mi śniadanie. Coś za często ludzie piszą mi karteczki. Zjadłam tylko nawet nie połowę naleśnika , po prostu nie mogłam nic przełknąć . Poszłam do szkoły.  Przez cały czas myślałam o Liz , o tym czy chłopaki znaleźli właściwy adres i czy uda im się ją uratować . Weszłam do szkoły i skierowałam się do mojej szafki jakby nigdy nic choć w środku chciałam się rozpłakać jak małe dziecko albo gorzej. Przy mojej szafce stały te zołzy Lexi i Rebekah ciekawe co ty razem chcą ..
- Hej przyjaciółeczko ! -krzyknęła Lexi i rzuciła mi się na szyję . Od razu ją od siebie odsunęłam.
-Od kiedy my jesteśmy przyjaciółkami ?! - zapytałam.
-No od zawsze kochana , może pójdziemy dzisiaj do centrum handlowego ? Zabierz swoich kumpli - a więc to o nich chodziło . No jasne a o co innego.
-Nie! Spadaj oni nie lubią taki lafirynd jak wy - uśmiechnęłam się złośliwie i jeszcze zanim odeszłam usłyszałam jak Lexi mówi "jeszcze pożałuje ". Fajnie.. Co chwila patrzyłam na telefon. Po pierwsze ,żeby zobaczyć czy nie dostałam przypadkiem jakiejś wiadomości od Harrego. A po drugie ,aby sprawdzić ile jeszcze czasu zostało do skończenia lekcji. Czas mi się okropnie dłużył . To czekanie mnie wykańcza...
                        ***********************************************
Ostatni dzwonek... a wiadomości od chłopaków jak nie było, tak nie ma. Zaczynam się naprawdę martwić. Wydawało mi się ,że jakoś im się uda ją wyciągnąć. Już byłam prawie pod domem , myślałam czy nie zadzwonić przypadkiem na policje. Już otwierałam drzwi ,kiedy zadzwonił mój telefon.Szybko wyjęłam go z kieszeni o mało by nie upadł mi na ziemię. Otworzyłam wiadomośc , z której tak naprawdę nie dowiedziałam się za wiele.
Od :Harry
Będziemy u Ciebie za chwilę.
Miałam nadzieje ,że pisząc " będziemy" miał na myśli też Liz. Po 10 minutach oczekiwania przed domem zobaczyłam ten sam samochód, którym Niall odwiózł mnie do domu. To było w ten dzień , w którym się wszystko schrzaniło. Patrzyłam z niecierpliwością na drzwi auta i modliłam się żeby wyszła z nich moja przyjaciółka ...

Rozdział 9

*Annabell*
Nie wiem co mam teraz robić. Po prostu jestem kompletnie bezradna. Jedynym wyjściem jest zadzwonienie po policje. Widziałam ,że chłopcy byli zdezorientowani ,ale także wściekli. Harry się do mnie zbliżał , pewnie żeby mnie pocieszyć. Miałam racje przytulił mnie ,ale wyrwałam się mu szybko wstając i oddalając się od wszystkich jak najdalej.
-Zostawcie mnie! -krzyknęłam,patrzyli na mnie zdziwieni-błagam chcę zostać sama -powiedziałam już naprawdę łagodnie i cicho -zadzwońcie po policje- już kierowałam się w stronę schodów prowadzących do mojego pokoju kiedy zatrzymał mnie głos Zayna.
-Nie możemy... - powiedział z wahaniem w głosie.
-Jak to nie możecie ?-zapytałam delikatnie choć chciałam krzyknąć.
-No tak po prostu... oni mają Liz jak dowiedzą się ,że zawiadomiliśmy policje zabiją ją bez wahania- Louis podniósł na mnie głos.
-Ej nie krzycz na nią , nie jest niczemu winna - Niall stanął  w mojej obronie .
-A udałoby się wam np.wiecie...  uratować ją bez niczyjej pomocy-zapytałam z przerażeniem po tym co przed chwilą usłyszałam.Wszyscy spojrzeli na Harrego.
-Dobraaa.. spróbuje  - powiedział zrezygnowany .
-Co spróbujesz ??- zapytałam trochę nie wiedząc o co im chodzi.
-Spróbuje...no ten tego miałem na myśli.. to znaczy chciałem powiedzieć spróbujemy ...- zacinał się to chyba nie dobrze. Nadal miałam pytającą minę.
- Oj po prostu . Najbardziej nam pomożesz jeśli powiesz ,że Liz dzisiaj nocuje u Ciebie ok ? -zapytał mnie Harry.
-Tak jasne , a wy dokąd ? Chyba nie pójdziecie teraz do domu Liz debatując przy jej rodzicach jak ja uratować, prawda? -zapytałam ,widząc że chłopaki gdzieś wychodzą .Stanęli trochę zdezorientowani . Czyli zamierzali tak zrobić .
-Masz racje. Pójdziemy gdzieś .. gdzieś nie wiem jeszcze gdzie .Dzięki za słuszną uwagę.- powiedział do mnie Liam i się lekko uśmiechnął.
-Po co macie gdzieś iść ? Zostańcie u mnie. Trzymaj- rzuciłam kluczami od swojego domu w Harrego - mam jeszcze jedne  Ja idę do pokoju jakbym zasnęła to zamknijcie za sobą drzwi. Tylko macie wyjść przed moimi rodzicami czyli tak około 7 ma was już nie być ok?
-Jesteś wielka - Zayn pocałował mnie w policzek a ja poszłam na górę.
Płakałam cały czas przez pół godziny ,potem zaczęłam słuchać rozmowy chłopaków która dobiegała z dołu .
Mówili coś o przyjacielu Harrego , który ma wtyki w policji. A więc tak chcą znaleźć miejsce gdzie Jake zabrał Liz.Następnie Harry rozmawiał z kimś bardzo długo przez telefon. W końcu urwał mi się film . Zasnęłam.                          
                                     
                                   ******************************************
Obudziłam się o 5 nad ranem. Zapaliłam lampkę nocną. Koło niej leżała jakaś kartka. Szybko wzięłam ją do rąk ,otworzyłam i zaczęłam czytać.
                   
        "Chyba wiemy gdzie jest Liz. Ty idź normalnie do szkoły. Powiadomimy cię po tej naszej akcji czy się udało czy nie ,ale na pewno się uda. 
                       PS.Uroczo wyglądasz jak śpisz.
                                                                                                            Harry "
Czyli mam czekać cały dzień ,żeby się dowiedzieć czy mojej przyjaciółce nic nie jest?!! I to dotego w szkole?!? Ja chyba zwariuję...

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 8

*Harry*
Cholera. Myślałem ,że Jake przyszedł do Annabell z nią "pogadać". Nie przypuszczałem, że ktoś taki jak on znajdzie wspólników.Wychylając się za próg domu zobaczyłem tego samego człowieka co próbował mnie zabić tyle, że teraz był z trójką znajomych 25-30lat. Popatrzyłem  na Ane i Nialla . Dziewczyna poruszyła ustami tak ,że wywnioskowałem iż powiedziała " kto ? " Teraz każdy mówił nie używając głosu. Odpowiedziałem jej ,że Jakea do Nialla pokazałem jeszcze trzy palce. Chłopak zrozumiał Ana na szczęście nie. P chwili rozległ się dzwonek do drzwi i jeszcze raz i jeszcze. Ucichło. Miałem nadzieje że już odejdą ale nie bo po co? Zaczęli walić w drzwi pięściami.Nagle zobaczyłem,że Anna biegnie do tylnego wejścia.
Co ta dziewczyna wyprawia?!Jak zauważyłem Niall próbował ją dogonić ,ale mu nie wychodziło. Nowy plan wpadł mi do głowy tak nagle. Rozkazałem Liamowi żeby też poszedł do domu.Chłopaki zrozumieli o co mi chodzi.Miałem tylko nadzieje ,że dziewczyna dobrze kłamie, bo inaczej będziemy musieli interweniować .A mieliśmy słaby punkt , tym punktem była Ana .
*Annabell*
Gdy Harry zaczął przeklinać , już wiedziałam że nie będzie zabawnie. Zapytałam się  go kto to choć dobrze wiedziałam kto stoi po drugiej stronie mojego domu. Pomyślałam, że tak czy inaczej Jake nie da mi spokoju.Patrzyłam na Nialla, w końcu puścił moją rękę,niepotrzebnie ... Zrobiłam coś najgłupszego z top10 moich najgłupszych pomysłów. Zaczęłam biec. Niall zorientował się dopiero po krótkim czasie , więc miałam niewielką przewagę , bo strasznie szybko biegał. Dobiegłam do domu za nim chłopak mnie zatrzymał. Już nie było odwrotu , na pewno słyszeli trzask drzwi. Nie odpuszczą. Stanęłam przed lustrem w przedpokoju , poprawiłam włosy ,odłożyłam telefon na szafkę za mną i otworzyłam drzwi jakby nigdy nic .
-Tak ? -zapytałam niewinnie, gdy nagle zabrzęczał  mój telefon - przepraszam na moment- rzuciłam do czterech groźnych facetów i odwróciłam się po telefon. Zobaczyłam Nialla i Liama. Obydwoje przyłożyli palec do ust ,żebym ich nie wydała .Sprawdziłam telefon.
Od : 782 453 690
Kłam maleńka, kłam najlepiej jak potrafisz ,jakby od tego zależało twoje życie.
To na pewno był Harry , tylko on do mnie mówi maleńka.
No coś ty ,nie wiedziałam - pomyślałam sobie tylko ,odłożyłam telefon i spojrzałam na facetów. Kątem oka zobaczyłam jak Harry , Louis i Zayn przebiegają do krzaków ,żeby mieć lepszy widok i żeby jakby mi coś nie pykło mogli szybciej dobiec.
-Jestem J.T.T - powiedział do mnie chyba najmniejszy z nich wszystkich , Jake. Ale on miał straszny głos!
-Przepraszam, kto?- zapytałam tak na luzie. A minę miałam taką jakby przyszedł do mnie ktoś obcy i pytał czy wieżę w Boga.
-Jake, twoi przyjaciele ci nie mówili ? - był lekko zmieszany ,ale też wkurzony na maksa.
-Jacy przyjaciele ? -zrobiłam zdziwioną minę.
- Twoi kumple Liam ,Niall ,Zayn , Louis i Harry -imię Harrego wypowiedział bardzo ostro.
- Te dupki? - spytałam ironicznie -nie chcę już ich znać nie po tym co zrobili mojej przyjaciółce -wypaliłam.
- Naprawdę ? - powiedział to z bardzo wyczuwalnym sarkazmem.
-Tak. Wiesz co gościu nie znam Cię więc może już sobie pójdziesz co ?-zapytałam i już chciałam zamykać drzwi kiedy Jake przytrzymał je nogą.
-Dobra oni Cię nie obchodzą a twoja kumpela ?- w tej chwili się odsunął razem ze swoimi "koleżkami". Zobaczyłam czarny samochód a w środku...boże nie. W środku siedziała nieprzytomna Liz.Chłopaki jej nie widzieli ,byli za daleko.Jake kontynuował
-Oni Ciebie nie obchodzą ,ale ty ich tak więc -tu ściszył głos i powiedział mi na ucho- pójdziesz z nami po dobroci czy też mamy Cię uśpić?
Wystraszona plunęłam mu w twarz tak ,że się odsunął i krzyknęłam "spierdalaj". Chciał mnie już złapać ,ale szybko zamknęłam drzwi i nie zdążył
-To jeszcze nie koniec -Jake tylko krzyknął i słyszałam odjeżdżający samochód. Zaraz po tym wparowli chłopcy z miną "co ci powiedział??!!"
Ja tylko osunęłam się po ścianie i powiedziałam szeptem.
 -Mają Liz...-i znowu zaczęłam płakać.


niedziela, 20 października 2013

Rozdział 7

*Liam*
Nie! Nie! Nie! Tylko nie Jake... Jak ma być powtórka z rozrywki  to ja dziękuje. To był zwykły chłopak , kazał na siebie mówić "bad boy " bo pakował na siłowni, a potem... . Ugh . Nawet nie chce znowu  o nim myśleć . Już wystarczyło, że zabił prawie mnie i Harrego ,a pozostałą naszą trójkę wysłał do szpitala. To zdarzenie odmieniło wszystkim życia . Nie tylko Jakeowi ,który trafił za kratki , ale też nam . Zaczęliśmy ostro chodzić na siłownię po wypadku , który spowodował chłopak. Ale ... zaraz , zaraz dostał 4 lata odsiadki a minęły 2. Są dwa wyjaśnienia albo uciekł z więzienia, albo go wcześniej wypuścili . Coś czuje ,że chyba to pierwsze. Cholera.
                                  ***********2 lata wcześniej **************
*Harry*
W tym dniu pierwszy raz poszedłem na prawdziwą imprezę - co nie znaczy że wcześniej nie piłem-z kolegami mojego kuzyna. Niby byli ode mnie starsi ,ale tak samo niedorozwinięci. Nigdy nie zamierzałem zostać "bad boyem" no ale soryy tak wyszło ...
Po imprezie byłem strasznie nawalony i nie do końca wiedziałem co robię. Idąc z Liamem ,Zaynem ,Louisem i Niallem zobaczyłem pakera ze starszej klasy. Chciałem się popisać przed chłopakami moją odwagą . Podszedłem do niego i walnąłem mu z bara . Chłopaki zrobili tylko uuu zachęcające do dalszej wymiany zdań . Jake się strasznie wkurzył gdy doszło do ubliżenia jego zmarłemu tacie i mnie walnął . On sam zaczął się bić!  Chłopaki oczywiście ruszyli mi na pomoc. On był jeden a nas piątka , więc wyniki starcia jest wiadomy. Jake leżąc cały we krwi poprzysiągł nam zemstę cały czas dopóki na dobre nie zginiemy. No i się zemścił. Polał paliwem nasze auto i podpalił jak już wszyscy byliśmy w środku. Drzwi się zatrzasnęły, a Liam zemdlał i nie mieliśmy ich jak otworzyć. Już byłem lekko nieprzytomny , kiedy ktoś wybił okno od strony kierowcy i otworzył szybko drzwi.Czułem tylko jak ktoś mnie wyciąga z auta ,zobaczyłem coś niebieskiego. Usłyszałem wybuch potem już nic...
                           *****************teraźniejszość************************
*Annabell*
Byłam przerażona. Nie, nie tym listem chociaż nim trochę też. Ale jednak bardziej bałam się jak na wymienienie tych inicjałów chłopaki spanikowali. Już na "początku" naszej znajomości wiedziałam ,że będą z nimi kłopoty ale nie aż takie...
Widać ,że chłopaki się otrząsnęli, bo mieli już zupełnie inne miny. Z szokowanych i przerażonych we wkurzonych i gotowi do bitwy ,na którą ich wyzwał Jake.Chyba zobaczyli moje przerażenie , bo Harry podszedł do mnie  i mnie przytulił. Już nie wytrzymałam po prostu zaczęłam płakać.Chłopak odsunął mnie od siebie na taką odległość żeby mógł mi spojrzeć w oczy.

-Nic Ci nie będzie ,słyszysz nie pozwolimy na to żeby stało się coś tobie i Liz. Wszystko się ułoży zobaczysz - nie wiem dlaczego,ale uwierzyłam w jego słowa.Ale ja nie o siebie się teraz martwiłam najbardziej tylko o nich.
-A wam?! A co z wami?! Przecież nie możecie siebie narażać , żeby nas chronić !! -krzyknęłam przez łzy i upadłam na kolana.
-Ejj..cii nie płacz - Louis próbował mnie uspokoić- nam nic nie będzie. Zrozum. Damy sobie radę. Po to przez te 2 lata ćwiczyliśmy ,żeby jakby przypadkiem wrócił moglibyśmy mu porządnie przyło...pokazać ,że nie może sobie z nami robić co chce ok?
Podniósł mój podbródek do góry i spojrzał mi w oczy. Kiwnęłam lekko głową,ale moje emocje sięgnęły zenitu. Rzuciłam się mu na szyję.Po prostu potrzebowałam żeby ktoś mnie przytulił.Louis objął mnie w pasie i staliśmy tak dopóki naszej uwagi nie przyciągnął dźwięk otwieranej bramy. Niall spojrzał na mnie i bezgłośnie poruszył ustami.
-Rodzice?
Spojrzałam na zegarek 14.30. To na pewno nie oni . Kiwnęłam tylko głową na boki i czekałam na reakcje chłopaków. Harry pokazał palcem na siebie , Liama, Zayna i Louisa i wskazał mój dom.A do Nialla powiedział żeby miał mnie na oku. Chłopaki podeszli do bocznej ściany mojego domu. Harry ostrożnie się wychylił za róg budynku i mogłam tylko zauważyć jak klnie pod nosem.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 6

*Annabell*
Za krzakami stała sylwetka jakiegoś mężczyzny. Jak on tu wszedł ,przecież zamknęłam bamę.. ou no tak nie zamknęłam. Postać ewidentnie patrzyła się na mnie. Chciałam zadzwonić , nie wiem na policje albo do chłopaków.Na pewno by mi pomogli chyba. Ale po pierwsze nie mam do nich numeru a po drugie strach mnie sparaliżował. Facet widząc ,że przyciągnął moją uwagę chyba zaczął się śmiać,ale nie widziałam dokładnie bo była 2 w nocy. No właśnie! Była 2 w nocy ! Co on tu robił ?! Czarny cień podniósł do góry rękę, w której trzymał coś białego... papier, to była kartka papieru. Drugą ręką machnął na kartkę potem na mnie.Czyli jej treść była do mnie. Widziałam później wsadza ją do krzaków i na luzie sobie odchodzi.Kto to do cholery był?! Myślę ,że mam już zwidy przez tą paranoje.
                                  *************************************
Rano.
Jakoś w tajemniczy sposób zasnęłam .Dzisiaj szkoła.Znowu ta walona szkoła. Pewnie Liz nie będzie w szkole, bo widziałam wczoraj jak oglądaliśmy film, że chyba źle się czuje.
Stałam już przeprana przy szafce , którą dzieliłam z Liz . Było już za 5 , to znaczy ,że nie przyjdzie. Nigdy nie przychodzi później niż za 15 taka już jest. Strasznie chciałabym się jej wygadać na temat tego co wczoraj w nocy zobaczyłam z okna. Trudno, pójdę do niej po południu. Dziwne... wszyscy , którzy stali w tej chwili na tym korytarzu co ja się rozsunęli . To było naprawdę dziwne , bo Rebekah i Lexi były tutaj. Nagle zobaczyłam jak  przez próg przechodzi 5 sylwetek, bardzo dobrze mi już znanych 5 sylwetek.Kierowali się w moim kierunku. Słyszałam szepty obok mnie typu "ale ma przesrane hahaha ". Nie obchodziło mnie to , bo wiem że mi nic nie zrobią. Gdy już stali koło mnie ,wszystkie oczy były zwrócone na nas. Jako pierwszy podszedł do mnie Harry i pocałował w policzek.Ja się uśmiechnęłam i powiedziałam cześć, później przytuliłam pozostałą czwórkę.
-To co teraz mamy? - zapytał Zayn.
-Mamy? -odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
-Tak,będziemy razem w klasie.. no wiesz nie zdało się parę razy. W piątek byliśmy tylko się zapisać i obczaić budę- odpowiedział mi Louis.
-Aha , jeśli tak to biologie- uśmiechnęłam się i  zamknęłam szafkę. Już się schylałam po torbę , kiedy Niall mnie wyprzedził.
-Nasza księżniczka nie będzie dźwigać takiej ciężkiej torby -powiedział to na tyle głośno ,że każdy na holu to usłyszał.A ja głupia się zarumieniłam. Kiedy już szliśmy w stronę sali od biologii, Harry szepnął mi do ucha "słodko się rumienisz" na co zarumieniłam się jeszcze bardziej.Przez ostatnie  3 dni usłyszałam więcej komplementów niż przez całe moje życie (oczywiście nie licząc cioci i babci ). Na biologii  też nie mogłam się skupić ,cały czas myślałam o tym tajemniczym gościu i co było napisane w tym "liście".
-Ej coś się stało ? Cały czas byłaś nieobecna.Na wszystkich lekcjach cały czas o czymś myślałaś. Powiesz nam o co chodzi ?- zapytał mnie Liam. Znowu mi się wydaje ,że powiedział te kilka zdań z troską.
-No nie wiem.. - na serio nie wiedziałam czy mam ich w to wciągać.
-Nam możesz wszystko powiedzieć -zapewnił mnie Harry.
-Dobraa no więc tak ...- opowiedziałam im moją historię ze szczegółami.Widać byli zdziwieni i jak mi się zdawało wkurzeni.
Poszliśmy do mnie na ogródek , bo oni tak samo jak ja chcieli zobaczyć co pisze w owej wiadomości. Nie pisało tam zbyt wiele, ale chłopaki byli zmieszani i wystraszeni?
                                   " Pozdrowienia  dla Ciebie i twoich nowych kumpli "    
                                                                                                                 J.T.T
Za nic nie mogłam sobie skojarzyć czyje są to inicjały.
-Jake Teak Teakson -wypalił Harry , potem dodając, chyba z przerażeniem - wrócił...

              

piątek, 18 października 2013

Rozdział 5

*Annabell*
Jeszcze chwilę porozmawiałyśmy na dworze ,ale zrobiło się strasznie zimno, no tak- jesień. Okazało się ,że Liz wcale nie oczekuję ode mnie wskazówek tylko pomocy . Pomóc jej to przecież mogłam. Wydaje mi się , że będzie łatwo. No bo przecież teraz mieszkają u niej przez kilka lat więc... sytuacja mówi sama za siebie .
Kiedy weszłyśmy do domu Harry i Louis krzyknęli w tym samym momencie "nareszcie ". Niall , Zayn i Liam już siedzieli na kanapie , tyle że popcorn trzymał blondyn , więc chyba reszta nic nie zje.Chłopaki zaproponowali nam ,żebyśmy obejrzeli  jakiś film. Zgodziłam się pod warunkiem ,że ktoś mnie później odwiezie.
-Nie myślę , żeby mogło być inaczej - powiedział do mnie Zayn .
-No to dobra , co oglądamy? Ja stawiam na jakąś komedię- zaproponowałam komedię ,gdyż przez moją wyobraźnie jakbym obejrzała jakiś horror , to bym pewnie nie zasnęła.
- Spoko ja się zgadzam , kto jest za komedią ?- w mojej decyzji poparł mnie Harry. Od razu Louis i Liz podnieśli ręce na znak ,że glosują na jakiś zabawny film - Liam ,Niall , Zayn przegłosowane .
Na filmie siedziałam między Niallem a Harrym ,tak jak wtedy gdy ich opatrywałam. W ogóle nie mogłam się skupić na filmie .Cały czas myślałam o tym czy to była prawda czy tylko mój wymysł ,że ktoś na nas patrzył. Doskonale znam to uczucie , ze szkoły. Z jednej strony nikt by się nie włamał Liz do ogródka, a z drugiej strony jest  dziwna  dziura w ogrodzeniu , przez którą przechodzimy ja i Liz jak  moja kumpela zapomni kluczy od bramy. A to się zdarza bardzo często. Nie , nie możliwe to przejście jest bardzo dobrze ukryte. Chociaż mogłyśmy kogoś  nie zauważyć bo w ogródku Liz jest naprawdę wiele krzaków.Z moich rozmyślań wyrwał mnie Niall.
-Wszystko w porządku księżniczko ? -trochę się dziwnie poczułam jak powiedział do mnie księżniczko ,ale to było naprawdę miłe.
-Tak wszystko gra,mógłbyś ty albo któryś z twoich kumpli mnie odwieźć do domu? Bo normalnie już tu usypiam-uśmiechnęłam  się lekko.Niall kiwnął lekko głową i wstał.Podał mi rękę żebym  mogła łatwiej wstać. Oczywiście nie obyło się  bez 5 par wścibskich oczu, które śledziły każdy nasz ruch.
-Idę ją odwieść do domu zaraz wracam- oznajmił Niall, teraz zwrócił się do mnie i powiedział mi na ucho cicho-idę po jakąś bluzę bo zmarzniesz .
To było słodkie,chłopak poszedł na górę po bluzę .Natomiast ja skierowałam się do przedpokoju, żeby ubrać buty. Nawet nie zdążyłam zawiązać sznurówki w trampku a Niall już był koło mnie. Pomógł mi założyć bluzę i wyszliśmy do samochodu . I znowu to dziwne uczucie ... . Połowę drogi nic nie mówiłam ,siedziałam bez ruchu  wgapiona we wszystkie krzaki , jakbym tam kogoś chciała zobaczyć.
-Ej a ty co się tam tak w te krzaki tak wpatrujesz , szczęścia szukasz ? Po co masz je koło siebie -zaśmiał się , popatrzył przez chwilę na mnie a ja na niego i się ,uśmiechnęłam . Zaraz po tym szybkim geście , znowu zwrócił wzrok na jezdnię.
-Nie , tak się patrzę -powiedziałam i ziewnęłam .
-  O-o nasza królewna jest śpiąca-odpowiedział na moje ziewnięcie - na szczęście już jesteśmy.
-Dzięki Niall
-Polecam się na przyszłość - uśmiechnął się i odjechał. Zauważyłam ,że moich rodziców nie ma w domu , bo wszędzie były pogaszone światła . Wygrzebałam szybko z torebki klucze i weszłam do domu odruchowo zapalając światło. Nikogo nie było... no a czego ja się spodziewałam? Raptownie się odwróciłam i zamknęłam drzwi. Wolę nie ryzykować.
                                ********************************************
Już się kładłam spać , kiedy coś stuknęło  w moje okno.Zdrowy rozsądek podpowiadał,żebym to zignorowała, ale ciekawość była silniejsza. Podeszłam do okna , a za krzakami zobaczyłam...

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 4

*Annabell *
Gdy tylko otwarły się drzwi zobaczyłam Nialla i Harrego ...całych we krwi. Moje przerażenie co do nich skoczyło do góry o 100%.
-Co się wam stało ?!- aż krzyknęłam ,widać nie spodziewali się takiego tonu głosu, bo popatrzyli na mnie z miną WTF? 
-Eeee ... no ten tego wejdź zaraz ci opowiemy-rzekł do mnie Harry. Jak zauważyłam w domu  byli tylko oni. Moja wyobraźnia co do zdarzenia się wyostrzyła.
Usiedliśmy wszyscy w salonie na wersalce. Ja byłam po środku i opatrywałam to jednego to drugiego z chłopaków. Gdy usłyszałam wyjaśnienie z jednej strony chciało mi się śmiać a z drugiej cieszyć ,że nic im nie jest. Okazało się ,że powodem ich zmasakrowania były...żelki. Harry zabrał Niallowi żelki,ten się wkurzył i walnął go w twarz ,Harry  już poddenerwowany też go uderzył.Tak zaczęła się ich bitwa przez cały pokój i przedpokój .Tak się stało że Niall się potknął i poszukał wsparcia u kumpla ,ale było już za późna pomoc. I sturlał się ze schodów pociągając za sobą Harrego .Bożee.. takie duże dzieci.
-A co Cię do nas sprowadza ? -zapytał mnie Niall gdy już skończył swoje opowiadanie.
-A nic takiego.. tylko jakiś chłopak zostawił u mnie wczoraj spodnie , nie wiesz przypadkiem kto to mógłby być ?-pytanie skierowałam do Hazzy . Z tego co wiem wszyscy go tak nazywali .
-Wiesz... nie widziałem żeby ktoś szedł w stronę twojego domu jak odjeżdżaliśmy- odpowiedział i głupio się do mnie uśmiechnął. Niall zaczął się śmiać , a ja tylko zrobiłam faceplama i rzuciłam w twarz Harremu zieloną torbą , w której znajdowały się jego spodnie .
-Dzięki - znowu się uśmiechnął tylko teraz zrobił to normalnie. Robi to tak słodko..co?! Nie!-Jak ściemniłaś rodziców?
-Powiedziałam ,że to miał być prezent dla mojego taty ,ale numer się nie zgadza i nie zdążyłam ich zwrócić do sklepu -odpowiedziałam lekko zażenowana.
-Zuch dziewczynka -pochwalił mnie kuzyn Liz i wystawił mi zaciśniętą pięść w geście " żółwika". Chętnie mu go przybiłam i nie wiem dlaczego wszyscy się roześmialiśmy. W tym momencie do domu weszła Liz i pozostała trójka chłopaków. Widać ,że chłopcy byli zdziwieni moją obecnością i tym że opatrywałam ich kumpli.
-A wam co?!-zapytał Liam , może mi się wydaje , ale chyba powiedział to z troską. Eee moje głupie myślenie . Tak , taki facet i troska coś mi się nie wydaje . Po zadanym pytaniu , usłyszałam po raz drugi historię związaną z żelkami. Po skończonym opowiadaniu chłopaki zaczęli głośno rechotać , za to Liz miała szeroko otwarte oczy .Widząc ich reakcje tylko nimi przewróciła i powiedziała:
-Idioci.
A ci w jeszcze większy śmiech.Liz machnęła  do mnie głową w stronę drzwi w znaczeniu żebyśmy wyszły na chwile z domu. Gdy poderwałyśmy się z miejsc , chłopaki momentalnie ucichli i patrzyli na nas ze zdziwieniem.Moja przyjaciółka powiedziała do nich ,że zaraz wrócimy i wyszłyśmy.
Okazało się ,że dziewczyna chciała pogadać ze mną na temat Louisa, który jak to ujęła ''jak tylko na mnie patrzy czuję że miękną mi kolana ''. Ja jako dobra przyjaciółka powinnam jej teraz doradzi co ma teraz zrobić.Ale skąd jak jeszcze z nikim nie chodziłam. Lepiej nigdy nie byłam zakochana, nigdy nie miałam motylków w brzuchu. To po prostu nie dla mnie. Przez całą naszą rozmową na zewnątrz czułam ,że ktoś nas obserwuje ... To nie mogli być chłopcy bo w oknach nikogo nie widziałam .Więc ten "ktoś" siedział w ukryciu. Hahahaha... powinnam się leczyć.Przez oglądanie tych wszystkich horrorów i czytaniu kryminałów już popadłam w paranoje. Tak czy owak , ktoś mnie będzie musiał odprowadzić do domu, bo zaczęło  się robić ciemno.A wtedy moja wyobraźnia działa na zdwojonych obrotach.

środa, 16 października 2013

Rozdział 3

*Harry*
Bożeee.. ale wtopa , to ta dziewczyna, którą zaczepiliśmy w szkole.Ja i chłopaki byliśmy tak samo zdezorientowani jak ona. Tylko  Liz o niczym nie wiedziała , może dlatego aż tak się nie spinała. Ucieszyłem się gdy zaproponowała grę w butelkę a jeszcze bardziej jak inni przystali na moją propozycję .Na początku było sztucznie , ale po dwóch kieliszkach tej wódki było już na luzie. Ana wypiła tylko dwie kolejki, Liam nie pił w ogóle w końcu ktoś musi nas odwieźć do domu. Po dwóch godzinach gry , dziewczyny były już trochę nachlane i zaczęły tańczyć na stole. Nie powiem podobało mi się a było jeszcze lepiej, bo przegrały kilka kolejek i były w samej bieliźnie. Było głośno, każdy już był narąbany oprócz Liama , który powiedział że musimy  już jechać. W tym momencie każdy spojrzał na zegarek. Co ?!?! Jak to możliwe , że była już 21 , przed chwilą była 14.00.No cóż , poukładaliśmy meble i trochę ogarnęliśmy bałagan. Już nikomu nie chciało się ubierać , wzięliśmy tylko nasze ciuchy i wyszliśmy ...Cholera zapomniałem spodni.
*Annabell*
Rodzice powinni być za jakąś godzinę może dwie. Wzięłam do ręki  już prawie pustą butelkę po wódce . Nalałam do niej kranówy  żeby  rodzice  nie zauważyli  ,że ją w ogóle dotykałam. Teraz szłam w stronę schodów . Strasznie się chwiałam i cały czas czkałam. Ale ja mam słabą głowę.. 
Wypiłam tylko dwa kieliszki tego czegoś a chłopaki chyba po 6 albo 7 i byli w lepszym stanie niż ja. Cholera . Szybko poszłam się umyć ,założyłam czystą bieliznę i jakąś ogromną bluzkę chyba taty...
Gdy już prawie zasypiałam usłyszałam jak  ktoś przekręca kluczyk w zamku. Rodzice.
                            ***********************************************  
Rano.
-Annabell !! -no świetnie , jeszcze się nawet dobrze obudzić nie zdążyłam i już mam kłopoty. Ciekawe jak i w ogóle o czym się dowiedzieli .
Szybko narzuciłam spodnie i jakąś bluzę. Zbiegając po schodach robiłam koka. Trzeba  jakoś wyglądać przy rodzicach.
- Słucham ?-zapytałam niewinnie jakbym nie wiedziała po co mnie mama wołała. Bo właściwie to nie wiem , czy chodzi o tego Burbona czy ...o no właśnie , któryś z chłopaków zostawił swoje ciuchy. Brawo Ana!
-Co to ma być?!- krzyknął mój ojciec czymając spodnie bodajże  Harrego. Kłopoty czas zacząć !
- Emm.. no to są spodnie .., te spodnie są .. moje! -wypaliłam.Tak gratulacje kto ci w to uwierzy  ,  w tym momencie chciałam się walnąć w łeb tylko tak porządnie młotkiem albo o ściane.
- Twoje ? -moja mama powiedziała to z sarkazmem,ale się wkopałam musiałam szybko coś wymyślić .
-No.. tak .To są moje spodnie -choler zacinałam się.
-Bo ci uwierzymy -mój tato był bardzo zły , a co gorsza myślał że ja to zrobiłam z Harrym .. po prostu żałosne -po pierwsze to są męski spodnie a po drugie one są bardziej na mnie niż na Ciebie !
Mój tato jest genialny!
- Och tato wszystko zepsułeś ..-widać było , że trochę się zdziwił moją odpowiedzią .Bardzo dobrze , mogło się udać -te spodnie miały być dla Ciebie, ale zauważyłam że to jednak nie twój numer i chciałam je oddać .Ale byłam tak zmęczona ,że odłożyłam spodnie w salonie a sama poszłam się położyć i tak się stało że zapomniałam ich stamtąd zabrać.
-Och.. no dobrze- mój tato złagodniał i widać było że nie wiedział za bardo co ma powiedzieć -to faktycznie nie mój rozmiar ,czymaj i oddaj je do sklepu . I pamiętaj jak będę czegoś potrzebował to sam sobie pójdę do sklepu i to kupię. - po tej wypowiedzi podał mi spodnie i pocałował w czubek głowy na co ja się tylko uśmiechnęłam i poszłam na górę się wyszykować.Wzięłam szybki prysznic ,umyłam i wysuszyłam głowę.Po tych czynnościach napisałam sms do Liz.
Do : Liz <333
Hej wpadnę dzisiaj do Ciebie .Ktoś coś u mnie zostawił -,-      xoxo
                   *********************************************** 
Stałam pod drzwiami i czekałam aż mi w końcu ktoś otworzy. Nareszcie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.Nie spodziewałam się tego co zobaczyłam...

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 2

*Annabell*
Następny dzień. Następny skreślony z góry przeze mnie dzień. Wczoraj już ani razu nie natknęłam się na tych 5 tajemniczych chłopaków- na szczęście. Dzisiaj jest sobota. Co tydzień w soboty przychodziła do mnie Liz, albo ja szłam do niej. Była to niska dziewczyna z ciemno blond włosami i zielonymi oczami.Mimo że byłam od niej chudsza ,nadal była ode mnie ładniejsza. Brunetka z blondynką nie ma szans .Otworzyłam oczy , byłam już w swoim pokoju z fioletowymi ścianami , szafa z jakiegoś drewna nie jestem pewna czy to orzech czy olcha . Nie znam się na tego typu sprawach. popatrzyłam na zegarek 10.25. Czyli mam 35 minut do przyjścia Liz.Dobra trzeba się ogarnąć. Powoli wygramoliłam się z łóżka kierując się do mojej łazienki. Wspomniałam, że moi rodzice są nadziani ? Są i to bardzo,czasami się to przydaje ale oddałabym wszystkie gadżety za jeden dzień spędzony np nad jeziorem a nie w Grecji w pięciogwiazdkowym hotelu . No cóż pomarzyć można .Kiedy wyszłam z łazienki usłyszałam dzwonek do drzwi dochodzący z parteru.Biegnąc schodami w dół nawet przez chwile mi przez myśl nie przeszło kogo zastanę w drzwiach. Oczywiście moich rodziców nie było .Wychodzą o 6.00 rano do pracy i wracają bardzo późno czasami następnego dnia nawet w niedziele.
Otworzyłam drzwi ,normalnie zdębiałam. Zobaczyłam moją przyjaciółkę z pięcioma chłopakami. Nie mogłam wymówić ani jednego słowa i drgnąć ani jednym palcem. Dziewczyna chyba zobaczyła moje zaskoczenie i przerażenie zarazem w oczach i zaczęła się tłumaczyć.
- No bo tak.., to jest mój kuzyn Niall- wskazała na blondyna -przyjechał do mnie z czwórką swoich znajomych...
Nie skończyła swojej wypowiedzi ,gdyż przerwałam jej jak dla mnie bardzo znaczącym pytaniem.
-Na ile ? - zapytałam, niecierpliwie czekając na odpowiedź.
-No .. na .. na 2-3lata -pierwszy raz słyszałam jak Liz się jąkała. Stałam tam jak wryta w ziemię .W końcu do mnie dotarło to co powiedziała moja przyjaciółka. 2-3lata.Widać było ,że są tak samo zakłopotani jak ja .Cała piątka podejrzliwie zaczęła się rozglądać po moim mieszkaniu. Na szczęście wrócił mi głos.
-Trudno , zaczęliśmy tą znajomość niefortunnie , było minęło. Usiądźcie na kanapie a ja pójdę po coś do jedzenia i picia - powiedziałam kierując słowa do chłopaków ,którzy spijali każdy wyraz z moich ust .Na całe szczęście  nie było przy mojej wypowiedzi Liz ,która już rozgościła się w mojej kuchni.I dobrze , bo zaczęłyby się pytania jak się poznaliśmy z czego nie wynikło by nic dobrego.
Chłopaki tylko kiwnęli głowami na znak zgody i usiedli na kanapie. Poszłam do kuchni po jakieś przekąski ,ale moja przyjaciółka już się tym zajęła .Nie doszłam nawet do drzwi kiedy dziewczyna wyszła stamtąd niosąc 2 tace . Jedną na jednej ręce, drugą na drugiej .Przejęłam od niej tackę z napojami i poszłyśmy w stronę chłopaków. Odstawiłyśmy tace i rozsiadłyśmy się wygodnie na fotelach naprzeciwko kanapy .Nie powiem czułam się dziwnie .Atmosfera była strasznie napięta i chyba każdy to odczuwał ,ale nikt nie wiedział jak ma zacząć rozmowę. Na szczęście przyszło zbawienie w postaci Liz.
-Dobra ta cisza trwa już za długo . To najpierw ci ich przedstawie , no to tak -skierowała się do mnie- mojego kuzyna już znasz .Po kolei Harry , Louis , Zayn i Liam. Chłopaki-teraz zwróciła się do osób siedzących na kanapie - to jest Annabell ale mówcie na nią Ana .
Byłam jej naprawdę wdzięczna za przerwanie tej niezręcznej ciszy.
-To teraz -kontynuowała - Ana idź po jakąś wódkę i pustą butelkę .-patrzyłam na nią zdezorientowana.Wiedziałam co chciała zrobić , rozluźnić atmosferę alkocholem i grą w butelkę . Nie byłam pewna czy to dobry pomysł ale zrobiłam to co kazała. Wzięłam jakąś butelkę po wodzie , wyciągnęłam z szafki "Burbona" i poszłam do całej reszty , która już zdążyła  zrobić przemeblowanie w moim salonie tak żebyśmy mogli wszyscy wygodnie usiąść na podłodze. 
-Ale gramy w rozbieranego ! -krzyknął Harry  .Zdębiałam ,ale każdy był za no więc trudno , raz kozie śmierć...

Bohaterowie *.*

 
                                                                Annabell  Wiliams
                                                                    Wiek : 18 lat


Liz Price 
Wiek : 18 lat



 Harry Styles
Wiek: 19 lat
 Zayn Malik
Wiek : 20 lat
 Louis Tomlinson
Wiek : 22
 Niall Horan
Wiek : 20
Liam Payne 
Wiek : 20 lat
Lexi Smith 
Wiek : 18 lat
Rebekah Michealson
Wiek : 18 lat 

W którymś rozdziale pojawi się gościnnie :
Nicki Black
Wiek : 20

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 1

*Annabell *
Obudziłam się w jakimś dziwnym pokoju. Gdzie bym nie spojrzała było biało. Białe ściany, biały sufit , biała podłoga , białe meble . Szpital. Wszystko wróciło do mnie w ułamku sekundy . Kłótnia z rodzicami . Jazda samochodem. Światło .Jeleń. Głośny pisk opon.Ciemność . Przeżyłam wypadek , odkryłam kołdrę i popatrzyłam na moje zmasakrowane ciało. Nie było najgorzej , miałam siniaki i zadrapania , mogłam na luzie poruszać wszystkimi kończynami.Myślę ,że za niedługo mnie stąd wypuszczą.Nie miałam żadnych poważnych obrażeń ,więc powinni mnie wypisać max za tydzień.. Nie cierpię szpitali tego jedzenia , tych łóżek. Po prostu nie było tu nic co mogło by zadowolić człowieka , oprócz wolności. Był odgrodzony od wszystkich, nie musiał słuchać wykładów na temat jaki to jest nieodpowiedzialny ani złośliwych docinek od rówieśników .Nie wiem czy to dobrze ,że przeżyłam .Gdybym zginęła nie musiałabym wysłuchiwać jaka to ja jestem inna ,gorsza...
Co chwilę słyszę w szkole gadki typu "patrzcie na tego odludka niby taka bogata a nie umie się ubrać " Takie  teksty słyszałam od 2lat, codziennie. Lexi i Rebekah rządziły całą szkołą,ja byłam nowa nie wiedziałam jakie one są w tym technikum ważne i się sprzeciwiłam .Od tamtego zdarzenia cały czas uprzykrzają mi życie .Nikt oprócz Liz nie ma odwagi się do mnie odezwać albo stanąć w mojej obronie ,bo boją się że te dwie także zrujnują im życie tak jak zrujnowały moje .
-Boże Annabell nic ci nie jest, jak mogłaś próbować się zabić?! My z ojcem się tak o Ciebie martwiliśmy ,czyś ty  zgupiała ??!! -no właśnie moja kochana mama... Niby się o mnie martwi ale jednak bardziej boi się tego co powiedzą o nas sąsiedzi .Ona i mój ojciec są bardzo szanowani.Mają ogromną firmę i kupę kasy.
-Nic mi nie jest , to był wypadek przecież nie chciałam się umyślnie zabić -powiedziałam jednym tchem ,przewracając oczami ,po chwili dodałam pod nosem ale chyba zbyt głośno bo mama mnie usłyszała -dzięki za troskę ..
Mama się nadąsała, wstała z krzesła obok łóżka , na którym się znajdowałam i już  miała mi wygłosić kazanie "jak ja się do matki odzywam". Na szczęście nie zdążyła , bo wszedł lekarz i oznajmił ,że za tydzień mogę wyjść. Mówiłam.
*Tydzień później * 
Szłam do szkoły, no właśnie  dla moich rodziców ważniejsze jest wykształcenie niż zdrowie córki.No cóż przyzwyczaiłam się.Weszłam do szkoły . Pustka. Spojrzałam na zegarek 8.20 .Cholera spóźniłam się.Poszłam szybkim krokiem w stronę mojej szafki. A to niespodzianka .Przy szafkach stała trójka chłopaków bardzo dobrze zbudowanych.Nie powiem wystraszyłam się ich, nigdy wcześniej ich nie widziałam w tej szkole .A nie wyglądali na pierwszaków.
-Cześć piękna -genialnie . Coś czuje że będę miała kłopoty.
-Ej .. skarbie odpowiedz - powiedział do mnie z głupim uśmiechem drugi z nich , ja tylko machnęłam do nich ręką  i odwróciłam się w stronę swojej szafki .
-Boisz się nas? -zapytał ten sam co powiedział do mnie "piękna ". Kiwnęłam tylko lekko głową i odwróciłam się na pięcie tak, że stałam do trójki plecami. Ale coś mi się wydaje że to był błąd. Przede mną stała kolejna dwójką facetów tyle ,że ci byli bardziej napakowani i przez to sprawiali wrażenie jeszcze straszniejszych niż tamci .
-Ej nie bój się - poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu.Cholera , dzwonek mógłby już zadzwonić- Jestem Harry a tobie jest jakoś na imię ?
- A-A -na -bell-wydukałam resztkami tchu.
-No proszę ...- Harry nie dokończył , bo zadzwonił dzwonek. Dzięki Bogu! Od razu raptownie się ode mnie odsunęli i mieli już iść ,kiedy jeden z nich -blondyn -rzucił na odchodne
-To jeszcze nie koniec maleńka !
Pięknie no po prostu genialnie, najpierw wypadek a teraz to . Ciekawe ile ci chłopacy  przyniosą mi kłopotów ?