poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 1

*Annabell *
Obudziłam się w jakimś dziwnym pokoju. Gdzie bym nie spojrzała było biało. Białe ściany, biały sufit , biała podłoga , białe meble . Szpital. Wszystko wróciło do mnie w ułamku sekundy . Kłótnia z rodzicami . Jazda samochodem. Światło .Jeleń. Głośny pisk opon.Ciemność . Przeżyłam wypadek , odkryłam kołdrę i popatrzyłam na moje zmasakrowane ciało. Nie było najgorzej , miałam siniaki i zadrapania , mogłam na luzie poruszać wszystkimi kończynami.Myślę ,że za niedługo mnie stąd wypuszczą.Nie miałam żadnych poważnych obrażeń ,więc powinni mnie wypisać max za tydzień.. Nie cierpię szpitali tego jedzenia , tych łóżek. Po prostu nie było tu nic co mogło by zadowolić człowieka , oprócz wolności. Był odgrodzony od wszystkich, nie musiał słuchać wykładów na temat jaki to jest nieodpowiedzialny ani złośliwych docinek od rówieśników .Nie wiem czy to dobrze ,że przeżyłam .Gdybym zginęła nie musiałabym wysłuchiwać jaka to ja jestem inna ,gorsza...
Co chwilę słyszę w szkole gadki typu "patrzcie na tego odludka niby taka bogata a nie umie się ubrać " Takie  teksty słyszałam od 2lat, codziennie. Lexi i Rebekah rządziły całą szkołą,ja byłam nowa nie wiedziałam jakie one są w tym technikum ważne i się sprzeciwiłam .Od tamtego zdarzenia cały czas uprzykrzają mi życie .Nikt oprócz Liz nie ma odwagi się do mnie odezwać albo stanąć w mojej obronie ,bo boją się że te dwie także zrujnują im życie tak jak zrujnowały moje .
-Boże Annabell nic ci nie jest, jak mogłaś próbować się zabić?! My z ojcem się tak o Ciebie martwiliśmy ,czyś ty  zgupiała ??!! -no właśnie moja kochana mama... Niby się o mnie martwi ale jednak bardziej boi się tego co powiedzą o nas sąsiedzi .Ona i mój ojciec są bardzo szanowani.Mają ogromną firmę i kupę kasy.
-Nic mi nie jest , to był wypadek przecież nie chciałam się umyślnie zabić -powiedziałam jednym tchem ,przewracając oczami ,po chwili dodałam pod nosem ale chyba zbyt głośno bo mama mnie usłyszała -dzięki za troskę ..
Mama się nadąsała, wstała z krzesła obok łóżka , na którym się znajdowałam i już  miała mi wygłosić kazanie "jak ja się do matki odzywam". Na szczęście nie zdążyła , bo wszedł lekarz i oznajmił ,że za tydzień mogę wyjść. Mówiłam.
*Tydzień później * 
Szłam do szkoły, no właśnie  dla moich rodziców ważniejsze jest wykształcenie niż zdrowie córki.No cóż przyzwyczaiłam się.Weszłam do szkoły . Pustka. Spojrzałam na zegarek 8.20 .Cholera spóźniłam się.Poszłam szybkim krokiem w stronę mojej szafki. A to niespodzianka .Przy szafkach stała trójka chłopaków bardzo dobrze zbudowanych.Nie powiem wystraszyłam się ich, nigdy wcześniej ich nie widziałam w tej szkole .A nie wyglądali na pierwszaków.
-Cześć piękna -genialnie . Coś czuje że będę miała kłopoty.
-Ej .. skarbie odpowiedz - powiedział do mnie z głupim uśmiechem drugi z nich , ja tylko machnęłam do nich ręką  i odwróciłam się w stronę swojej szafki .
-Boisz się nas? -zapytał ten sam co powiedział do mnie "piękna ". Kiwnęłam tylko lekko głową i odwróciłam się na pięcie tak, że stałam do trójki plecami. Ale coś mi się wydaje że to był błąd. Przede mną stała kolejna dwójką facetów tyle ,że ci byli bardziej napakowani i przez to sprawiali wrażenie jeszcze straszniejszych niż tamci .
-Ej nie bój się - poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu.Cholera , dzwonek mógłby już zadzwonić- Jestem Harry a tobie jest jakoś na imię ?
- A-A -na -bell-wydukałam resztkami tchu.
-No proszę ...- Harry nie dokończył , bo zadzwonił dzwonek. Dzięki Bogu! Od razu raptownie się ode mnie odsunęli i mieli już iść ,kiedy jeden z nich -blondyn -rzucił na odchodne
-To jeszcze nie koniec maleńka !
Pięknie no po prostu genialnie, najpierw wypadek a teraz to . Ciekawe ile ci chłopacy  przyniosą mi kłopotów ?

3 komentarze: