CZYTASZ=KOMENTUJESZ<3333 !!
*Annabell *
... Louis , Harry , Niall .Nie było Liz . Nie , nie, nie ! To nie może być prawda co się z nią stało , gdzie jest reszta ? Cofnęłam się trochę i zaczęłam płakać. Walnęłam z całej siły pięścią o ścianę budynku ,chyba trochę za mocno, bo zaczęła mi lecieć krew ale teraz nie czułam bólu.
Chłopaki podbiegli do mnie . Harry złapał moją dłoń w swoje ręce, obejrzał ją i pokręcił głową.- Po co to zrobiłaś!?-zapytał mnie z wyżutem.
-Liz... nie ma jej z wami..-mówiłam ,co chwila wycierając łzy z policzków - Gdzie ona jest?! - krzyknęłam- gdzie są w ogóle Liam i Zayn?!
-Spokojnie , wszystko w porządku. Liam z Zaynem zostali żeby ją pilnować i czekają aż się obudzi - Louis próbował mnie uspokoić.
-Gdzie oni są i z czego ma się obudzić !?- bożeee...
co jej się stało?
-No ... jak byliśmy w tym domu to znaleźliśmy ją nieprzytomną. Przy niej leżały jakieś narkotyki. Zawieźliśmy ją do szpitala.. - nie skończył bo jak ja mam to w zwyczaju mu przerwałam.
-Jakie narkotyki ??- spytałam, trochę znałam temat więc...
-Do końca nie wiemy lekarze też nie ale będzie dobrze - powiedział Harry.
-Mówiliście że koło niej leżały narkotyki, jakie kolory miały etykietki ?? -prawie krzyczałam.
-Skąd wiesz ,że miały etykietki? -zapytał mnie zdziwiony Niall. Kurwa nie wiem co odpowiedzieć, na szczęście kontynuował nie czekając na odpowiedź - jasno zielony...
Nie,to chyba jest jakiś żart ! Szybko się zerwałam, tworzyłam drzwi od mojego domu i wbiegłam po schodach potykając się. Wleciałam do pokoju jak oparzona i zaczęłam szukać czegoś w mojej szafce . Chłopaki wbiegli do pokoju , zaraz po tym jak znalazłam to czego szukałam . Pokazałam chłopakom książkę , otworzyłam ją na różnych kolorowy prostokącikach.
-Który to był ? - pokazałam na różne odcienie zielonego. Byli niesamowicie zdziwieni ,ale pokazali oliwkowy . Cholera.
Szybko pobiegłam do mojej łazienki, oczywiście chłopaki podążyli za mną jak moje cienie. Otwarłam pierwszą szafkę i wyciągnęłam z niej trzy fiolki. Dwie były pełne jedna pusta. Wymieszałam dwa płyny w trzeciej buteleczce . Zamknęłam półkę i zbiegłam na dół po drodze łapiąc klucze od mojego samochodu. Chłopaki zbiegli zaraz za mną . Gdy ostatni z nich wyszedł zamknęłam drzwi od domu.
-W którym jest szpitalu ?? -zapytałam , nie powiem na prawdę mi się śpieszyło. Każda minuta to większa prawdopodobność ,że Liz umrze.
-Ten główny ..
-Dzięki- odkrzyknęłam otwierając drzwi od samochodu . Chłopaki coś jeszcze mówili ,ale już ich nie słuchałam. Wyjechałam z podjazdu jak najszybciej , prawie uderzając zderzakiem o bramę.Na szczęście udało mi się raptownie skręcić przez co nie doszło do stłuczki.Jechałam do tego szpitala 100km/h.
*****************************************************
*Szpital*
I znowu tu jestem ughh. Wbiegłam do recepcji , ledwo zahamowałam , bo bym się wywaliła.
-Gdzie leży Liz Priece ?? -próbowałam mówić opanowanie .
-Sala numer 43 na 9 piętrze. Przyjaciele czy rodzina?
Już nie słuchałam recepcjonistki ,biegłam do windy . Gdy już w niej byłam niecierpliwie tupałam nogami. Nareszcie 9 piętro.Wybiegłam z windy , przebiegłam cały korytarz i wpadłam do wskazanej mi sali. Liam i Zayn aż podskoczyli. Podbiegłam do łóżka gdzie leżała moja przyjaciółka.Od razu odszukałam ukłucie po poprzedniej dawce i wstrzyknęłam jej to co zrobiłam u siebie w domu.
-Co ty wyprawiasz?! -krzyknął na mnie Zayn.
Nie zwróciłam na niego uwagi. Opadłam na ziemię, ciężko dysząc. Mam nadzieje ,że się udało , bo jak wstrzyknęłam to za późno.. nie , na pewno się udało. Działanie tego "leku" powinno się uaktywnić do godziny. Po pięciu minutach wparowała reszta chłopaków. Wszyscy czekaliśmy choć tak naprawdę tylko ja wiedziałam po co . Mijała już 58 minuta od podania szczepionki Liz, a ona się nie budziła ...
Jestem Twoją wielką fanką i nigdy nie przestanę podziwiać Twoich dzieł <3
OdpowiedzUsuńKocham je bardzo bardzo <3