*Annabell*
Następny dzień. Następny skreślony z góry przeze mnie dzień. Wczoraj już ani razu nie natknęłam się na tych 5 tajemniczych chłopaków- na szczęście. Dzisiaj jest sobota. Co tydzień w soboty przychodziła do mnie Liz, albo ja szłam do niej. Była to niska dziewczyna z ciemno blond włosami i zielonymi oczami.Mimo że byłam od niej chudsza ,nadal była ode mnie ładniejsza. Brunetka z blondynką nie ma szans .Otworzyłam oczy , byłam już w swoim pokoju z fioletowymi ścianami , szafa z jakiegoś drewna nie jestem pewna czy to orzech czy olcha . Nie znam się na tego typu sprawach. popatrzyłam na zegarek 10.25. Czyli mam 35 minut do przyjścia Liz.Dobra trzeba się ogarnąć. Powoli wygramoliłam się z łóżka kierując się do mojej łazienki. Wspomniałam, że moi rodzice są nadziani ? Są i to bardzo,czasami się to przydaje ale oddałabym wszystkie gadżety za jeden dzień spędzony np nad jeziorem a nie w Grecji w pięciogwiazdkowym hotelu . No cóż pomarzyć można .Kiedy wyszłam z łazienki usłyszałam dzwonek do drzwi dochodzący z parteru.Biegnąc schodami w dół nawet przez chwile mi przez myśl nie przeszło kogo zastanę w drzwiach. Oczywiście moich rodziców nie było .Wychodzą o 6.00 rano do pracy i wracają bardzo późno czasami następnego dnia nawet w niedziele.
Otworzyłam drzwi ,normalnie zdębiałam. Zobaczyłam moją przyjaciółkę z pięcioma chłopakami. Nie mogłam wymówić ani jednego słowa i drgnąć ani jednym palcem. Dziewczyna chyba zobaczyła moje zaskoczenie i przerażenie zarazem w oczach i zaczęła się tłumaczyć.
- No bo tak.., to jest mój kuzyn Niall- wskazała na blondyna -przyjechał do mnie z czwórką swoich znajomych...
Nie skończyła swojej wypowiedzi ,gdyż przerwałam jej jak dla mnie bardzo znaczącym pytaniem.
-Na ile ? - zapytałam, niecierpliwie czekając na odpowiedź.
-No .. na .. na 2-3lata -pierwszy raz słyszałam jak Liz się jąkała. Stałam tam jak wryta w ziemię .W końcu do mnie dotarło to co powiedziała moja przyjaciółka. 2-3lata.Widać było ,że są tak samo zakłopotani jak ja .Cała piątka podejrzliwie zaczęła się rozglądać po moim mieszkaniu. Na szczęście wrócił mi głos.
-Trudno , zaczęliśmy tą znajomość niefortunnie , było minęło. Usiądźcie na kanapie a ja pójdę po coś do jedzenia i picia - powiedziałam kierując słowa do chłopaków ,którzy spijali każdy wyraz z moich ust .Na całe szczęście nie było przy mojej wypowiedzi Liz ,która już rozgościła się w mojej kuchni.I dobrze , bo zaczęłyby się pytania jak się poznaliśmy z czego nie wynikło by nic dobrego.
Chłopaki tylko kiwnęli głowami na znak zgody i usiedli na kanapie. Poszłam do kuchni po jakieś przekąski ,ale moja przyjaciółka już się tym zajęła .Nie doszłam nawet do drzwi kiedy dziewczyna wyszła stamtąd niosąc 2 tace . Jedną na jednej ręce, drugą na drugiej .Przejęłam od niej tackę z napojami i poszłyśmy w stronę chłopaków. Odstawiłyśmy tace i rozsiadłyśmy się wygodnie na fotelach naprzeciwko kanapy .Nie powiem czułam się dziwnie .Atmosfera była strasznie napięta i chyba każdy to odczuwał ,ale nikt nie wiedział jak ma zacząć rozmowę. Na szczęście przyszło zbawienie w postaci Liz.
-Dobra ta cisza trwa już za długo . To najpierw ci ich przedstawie , no to tak -skierowała się do mnie- mojego kuzyna już znasz .Po kolei Harry , Louis , Zayn i Liam. Chłopaki-teraz zwróciła się do osób siedzących na kanapie - to jest Annabell ale mówcie na nią Ana .
Byłam jej naprawdę wdzięczna za przerwanie tej niezręcznej ciszy.
-To teraz -kontynuowała - Ana idź po jakąś wódkę i pustą butelkę .-patrzyłam na nią zdezorientowana.Wiedziałam co chciała zrobić , rozluźnić atmosferę alkocholem i grą w butelkę . Nie byłam pewna czy to dobry pomysł ale zrobiłam to co kazała. Wzięłam jakąś butelkę po wodzie , wyciągnęłam z szafki "Burbona" i poszłam do całej reszty , która już zdążyła zrobić przemeblowanie w moim salonie tak żebyśmy mogli wszyscy wygodnie usiąść na podłodze.
-Ale gramy w rozbieranego ! -krzyknął Harry .Zdębiałam ,ale każdy był za no więc trudno , raz kozie śmierć...
kocham twojego bloga <333
OdpowiedzUsuń