*Annabell *
Gdy tylko otwarły się drzwi zobaczyłam Nialla i Harrego ...całych we krwi. Moje przerażenie co do nich skoczyło do góry o 100%.
-Co się wam stało ?!- aż krzyknęłam ,widać nie spodziewali się takiego tonu głosu, bo popatrzyli na mnie z miną WTF?
-Eeee ... no ten tego wejdź zaraz ci opowiemy-rzekł do mnie Harry. Jak zauważyłam w domu byli tylko oni. Moja wyobraźnia co do zdarzenia się wyostrzyła.
Usiedliśmy wszyscy w salonie na wersalce. Ja byłam po środku i opatrywałam to jednego to drugiego z chłopaków. Gdy usłyszałam wyjaśnienie z jednej strony chciało mi się śmiać a z drugiej cieszyć ,że nic im nie jest. Okazało się ,że powodem ich zmasakrowania były...żelki. Harry zabrał Niallowi żelki,ten się wkurzył i walnął go w twarz ,Harry już poddenerwowany też go uderzył.Tak zaczęła się ich bitwa przez cały pokój i przedpokój .Tak się stało że Niall się potknął i poszukał wsparcia u kumpla ,ale było już za późna pomoc. I sturlał się ze schodów pociągając za sobą Harrego .Bożee.. takie duże dzieci.
-A co Cię do nas sprowadza ? -zapytał mnie Niall gdy już skończył swoje opowiadanie.
-A nic takiego.. tylko jakiś chłopak zostawił u mnie wczoraj spodnie , nie wiesz przypadkiem kto to mógłby być ?-pytanie skierowałam do Hazzy . Z tego co wiem wszyscy go tak nazywali .
-Wiesz... nie widziałem żeby ktoś szedł w stronę twojego domu jak odjeżdżaliśmy- odpowiedział i głupio się do mnie uśmiechnął. Niall zaczął się śmiać , a ja tylko zrobiłam faceplama i rzuciłam w twarz Harremu zieloną torbą , w której znajdowały się jego spodnie .
-Dzięki - znowu się uśmiechnął tylko teraz zrobił to normalnie. Robi to tak słodko..co?! Nie!-Jak ściemniłaś rodziców?
-Powiedziałam ,że to miał być prezent dla mojego taty ,ale numer się nie zgadza i nie zdążyłam ich zwrócić do sklepu -odpowiedziałam lekko zażenowana.
-Zuch dziewczynka -pochwalił mnie kuzyn Liz i wystawił mi zaciśniętą pięść w geście " żółwika". Chętnie mu go przybiłam i nie wiem dlaczego wszyscy się roześmialiśmy. W tym momencie do domu weszła Liz i pozostała trójka chłopaków. Widać ,że chłopcy byli zdziwieni moją obecnością i tym że opatrywałam ich kumpli.
-A wam co?!-zapytał Liam , może mi się wydaje , ale chyba powiedział to z troską. Eee moje głupie myślenie . Tak , taki facet i troska coś mi się nie wydaje . Po zadanym pytaniu , usłyszałam po raz drugi historię związaną z żelkami. Po skończonym opowiadaniu chłopaki zaczęli głośno rechotać , za to Liz miała szeroko otwarte oczy .Widząc ich reakcje tylko nimi przewróciła i powiedziała:
-Idioci.
A ci w jeszcze większy śmiech.Liz machnęła do mnie głową w stronę drzwi w znaczeniu żebyśmy wyszły na chwile z domu. Gdy poderwałyśmy się z miejsc , chłopaki momentalnie ucichli i patrzyli na nas ze zdziwieniem.Moja przyjaciółka powiedziała do nich ,że zaraz wrócimy i wyszłyśmy.
Okazało się ,że dziewczyna chciała pogadać ze mną na temat Louisa, który jak to ujęła ''jak tylko na mnie patrzy czuję że miękną mi kolana ''. Ja jako dobra przyjaciółka powinnam jej teraz doradzi co ma teraz zrobić.Ale skąd jak jeszcze z nikim nie chodziłam. Lepiej nigdy nie byłam zakochana, nigdy nie miałam motylków w brzuchu. To po prostu nie dla mnie. Przez całą naszą rozmową na zewnątrz czułam ,że ktoś nas obserwuje ... To nie mogli być chłopcy bo w oknach nikogo nie widziałam .Więc ten "ktoś" siedział w ukryciu. Hahahaha... powinnam się leczyć.Przez oglądanie tych wszystkich horrorów i czytaniu kryminałów już popadłam w paranoje. Tak czy owak , ktoś mnie będzie musiał odprowadzić do domu, bo zaczęło się robić ciemno.A wtedy moja wyobraźnia działa na zdwojonych obrotach.
Chce kolejną część teraz !!
OdpowiedzUsuńZajebiste xD !
Zajebisty, kurwa ty to masz talent <3
OdpowiedzUsuńMEGA!! <3
OdpowiedzUsuń